|
Bez embarga
„Siedzimy przy stole, który w rzeczywistości okrągły nie jest, ale w naszym głębokim przeświadczeniu powinien być okrągły”.
Te słowa Michaiła Anatoliewicza Andrejewa, ministra kultury Obwodu Kaliningradzkiego rozpoczynające spotkanie poświecone
współpracy instytucji kulturalnych Polski i Kaliningradu określiły klimat w jakim potoczyła się dalsza dyskusja.
Spotkanie odbyło się podczas „Prezentacji możliwości biznesowych Obwodu Kaliningradzkiego w Polsce”, wydawałoby się więc –
gdzie tu miejsce na kulturę? A jednak ten temat znakomicie dopełniał zasadniczą część obrad. I trudno nie zgodzić
się ze stwierdzeniem, które padło przy „okrągłym stole”, iż kultura musi wchodzić w gospodarkę, a gospodarka wspierać kulturę.
|
|
Przez granicę
Obwód Kaliningradzki stanowi – ze względu na swoje położenie – pewną zamkniętą enklawę, a sam Kaliningrad, ze swą
bogatą historią i kulturą, choć jest częścią wielkiej Rosji, ciąży jednocześnie ku jednoczącej się Europie i w naturalny
sposób buduje związki z najbliższymi sąsiadami, czyli polskimi miastami i województwami położonymi blisko granicy.
Jak podkreślali goście z Kaliningradu – związki te nigdy nie zostały zerwane.
Z Kaliningradu niedaleko do Elbląga, Olsztyna, Gdańska i innych miast wschodnio-północnej Polski i mieszkańcy
obwodu chętnie to wykorzystują podczas weekendowych wypadów. Wyruszają zresztą także do innych miast i miasteczek,
w polskim konsulacie po wizy ustawiają się długie kolejki oczekujących, którzy – co podkreślali nasi informatorzy –
są sprawnie i szybko załatwiani. Polska, jako kierunek turystyczny stała się modna – jeździ się przy tym nie tylko po
zakupy, czy po to by coś załatwić, przyciągają zabytki, wydarzenia kulturalne. Liubow Kalinina z ministerstwa kultury
opowiadała o swoim znajomym, który dość systematycznie odwiedza warszawską operę. Przyjeżdża na weekend, odbywa spacer
po Starówce, zjada obiad, wypija dobrą kawę, wieczorem ogląda spektakl i… wraca do siebie.
|
|
Galeria z galerią
Takie bezpośrednie kontakty, spotkania najlepiej zresztą służą wzajemnemu poznaniu, zrozumieniu, a czasem stają się
początkiem czegoś więcej. Potwierdziło się to zresztą także przy naszym „okrągłym stole”. Bo oto na przykład okazało się,
że i warszawska Zachęta i Galeria Kaliningradzka mają w swoim programie podobne działania („Noce muzealne”) i
chętnie wymienią się swoimi doświadczeniami a także włączą niektóre prace – chociażby z Biennale Designu – do swoich wystaw.
Możliwości współpracy wymieniano zresztą więcej. Ze strony Kaliningradu padła propozycja pomocy w sprowadzaniu dzieł sztuki z
Ermitażu, Galerii Trietiakowskiej i innych rosyjskich muzeów – bo skoro są już wypożyczane do Galerii Kaliningradzkiej
to przecież do Warszawy już niedaleko. Kolejna sprawa – promocja młodych. Kaliningrad ma swoją akcję „Nowe nazwiska”,
Zachęta także tworzy różne projekty służące odkrywaniu nowych talentów. Obie galerie poświęcają także wiele uwagi
młodej grafice, w kaliningradzkim Biennale Grafiki już teraz uczestniczą artyści z Polski.
Kaliningrad ma dobre doświadczenia z kilkoma muzeami w Polsce – Muzeum Warmii i Mazur, grafikami z Krakowa.
Teraz kolej na Warszawę? Zapewne tak, bo już postanowiono o wymianie planów rocznych obu instytucji, tak by
łatwiej było znaleźć miejsca dla wspólnych przedsięwzięć.
|
|
Muzyczne współgranie
To, że muzyka łagodzi obyczaje wiadomo od dawna, ale i to, że łączy ludzi staje się już prawdą oczywistą.
A dodać jeszcze warto, że łączy instytucje i to ponad granicami. Kiedy przy „okrągłym stole” usiedli
obok siebie V. Bobkov – dyrektor Filharmonii Kaliningradzkiej i Jerzy Noworol – szef promocji Filharmonii
Narodowej w Warszawie można było być pewnym, że urodzi się z tego coś dobrego.
Zaczęło się od prezentacji i chwalenia dorobkiem. W Kaliningradzie sala na 450 miejsc, organy „Rieger Kloss”
(zaraz okazało się, że ta sama firma niemiecka instalowała organy w obu filharmoniach), tytuł
zdobyty w narodowym konkursie „Filharmonia roku”, znakomita orkiestra kameralna i soliści,
liczne programy dla dorosłych melomanów ale także dla młodzieży i dzieci. I festiwale.
Jest ich tyle, że wszystkie tu trudno omówić – może tylko warto dodać, że najstarszy ma już trzydzieści lat, a w wielu z
nich sięga się nie tylko po dorobek twórców rosyjskich lecz także europejskich i światowych („Msza Bacha”).
No i nie można nie wspomnieć jeszcze o odżywających tradycjach jazzu – grano go tu nawet wtedy, gdy nie
był najlepiej widziany przez władze a teraz jego miłośnicy korzystają z pełnej wolności i dobrze ją wykorzystują.
Jerzy Noworol nie pozostał dłużny mówiąc o sukcesach warszawskiej Filharmonii Narodowej ale zaraz zaczął szukać tych punktów,
gdzie można byłoby coś zrobić wspólnie. I zaczęły rodzić się pomysły. Wzajemne wizyty orkiestr (a być może koncert, w
którym wzięłyby udział siły połączone), wymiana solistów, wspólne przedsięwzięcia z zamysłem pokazania się w Europie
(a być może uzyskanie przy tej okazji jakichś grantów z europejskiej kasy), współpraca z zespołami z Europy, wymiana
doświadczeń dotyczących szkolnictwa muzycznego.
Jest więc i tu szansa na „współgranie”, tym bardziej, że muzycy kaliningradzcy już od dawna utrzymują kontakty z
filharmonią olsztyńską i białostocką a nazwiska wielu polskich kompozytorów i wykonawców są im świetnie znane.
|
|
Krok po kroku
Oferta kulturalna obu stron jest wiec bogata i może zaowocować organizowanymi wspólnie ciekawymi wydarzeniami.
Jakie będą losy zrodzonych przy wspólnym stole pomysłów – zobaczymy. Granica może łączyć a nie dzielić, ale trzeba też
pamiętać, że gdzieś w tle jest wspólna historia, która nie zawsze była łatwa. My mamy swoje zadry, Rosjanie swoje.
Jest jednak szansa, żeby i te trudne sprawy uładzać, choćby w drobnych z pozoru kwestiach. Oto w Soborze Katedralnym
wśród innych pamiątek znajduje się epitafium Radziwiłłów. Zniszczone w czasie wojny wiele lat czekało na odrestaurowanie.
Ale jest już w tej sprawie decyzja, jest grupa, która będzie epitafium rekonstruować i w lecie rozpoczną się prace.
Restauracji doczekały się także księgi zawierające historyczne zapisy dotyczące tych ziem – ważne dla Rosji, Polski i Niemiec.
Renowacja tych ksiąg odbędzie się zresztą w pracowni w Olsztynie.
I tak krok po kroku, spotkanie po spotkaniu, rozmowa po rozmowie tworzyć można wspólnie nową, lepszą historię.
Bo jak powiedział Jerzy Noworol „embarga na muzykę nie ma”. A przecież nie tylko na muzykę…
Joanna Mazurczyk
P.S. A wieczorem w Rosyjskim Ośrodku Kultury odbyło się, poprzedzone recitalem ballad Wertyńskiego, spotkanie poetów
Kaliningradu i Warszawy, któremu przewodniczył autor „Spraw Wschodnich”, skądinąd prezes Związku Literatów Polskich,
Marek Wawrzkiewicz.
|