|
Prawdziwe życie ma potwierdzenie w faktach, a przekonania, opinie i nastroje – z reguły w słowach.
Fakty wskazują zatem, że gospodarcze kontakty ze wschodnimi sąsiadami toczą się bez uprzedzeń i nieufności,
mało licząc się ze słowami przebiegającymi przez granice, ponad głowami przedsiębiorców, inwestorów i konsumentów.
O skali tej pracowitej i twórczej codzienności gospodarczej dowiadujemy się w dużej mierze i za pośrednictwem instytucji,
które powołane są wyłącznie do zajmowania się faktami, a polityka jest dla nich terenem wręcz zakazanym. Prawda o kontaktach,
porozumieniach, współpracy i wspólnych przedsięwzięciach ludzi z dwóch stron jakiejkolwiek granicy państwowej byłaby bez nich –
delikatnie mówiąc – niepełna. Ale takie instytucje i urzędy są, działają, liczą, a potem wyniki swojej pracy w postaci zestawu
liczb podają do publicznej wiadomości. A publiczność patrzy, czyta i jest zaskoczona, zresztą w dobrym towarzystwie, bo swojego
zaskoczenia nie kryją też często fachowcy od czytania takich suchych danych, tzn. ekonomiści.
Chodzi oczywiście o dane o handlu zagranicznym systematycznie przedstawiane przez GUS i NBP, przy czym rzadko zaskoczeniem bywa
skala polskiej wymiany towarowej na przykład w ramach Unii Europejskiej, ale często rozmiar takiej samej wymiany z sąsiadami zza
wschodniej granicy, i to ze wszystkimi. Najświeższe takie informacje statystyczne obejmowały wyniki po trzech pierwszych miesiącach
obecnego roku. Zaskoczenie było duże, ponieważ okazało się, że gdy tegoroczną wartość polskiego eksportu porównano z eksportem sprzed
roku wzrost z dwoma wschodnimi sąsiadami – Ukrainą i Rosją – był imponujący, bo w granicach 40 proc. O ponad połowę mniejszy, a więc i
tak bardzo przyzwoity, jeśli wziąć pod uwagę przeciętne opinie o stosunkach polsko-białoruskich, wzrósł eksport na Białoruś.
Stosunkowo łatwe do wytłumaczenia są szybko wzrastające obroty handlowe z Ukrainą; bezpośrednim kontaktom sprzyjają rządy obu państw
zgodnie deklarujące, że im więcej takiej współpracy, tym lepiej. Przedsiębiorcy mówią o tym wprawdzie mało, ale robią dużo,
co poświadczają twarde dane statystyczne.
O takim wsparciu niejednym dobrym słowem czy gestem, jakie otrzymują wszelkie inicjatywy gospodarcze polsko-ukraińskie, podejmujący
współpracę przedsiębiorcy z Polski i Rosji mogą tylko pomarzyć. Wydawać by się mogło, że po słowach, które padły w związku z embargiem na
polskie mięso, wszelkie dwustronne kontakty biznesowe zostaną schłodzone do poziomu przekraczającego odporność biznesu na ryzyko.
Chłód na górze nie zmroził kontaktów między ludźmi biznesu.
Najprostsze wyjaśnienie dla takich zjawisk można wywodzić oczywiście z powszechnych na świecie opinii o biznesie,
który w imię interesu swojej firmy jest w stanie przekroczyć każdą granicę. Jest jednak taka jedna granica, którą
przekracza bardzo rzadko – granica ryzyka. Przed wykonaniem niewłaściwego kroku w taką stronę chronią firmę dobrze
przygotowane zasady zarządzania i strategii rozwoju, ale - nie bez powodu - sami przedsiębiorcy wysoko cenią sobie
bezpośrednie, osobiste kontakty z partnerem w interesach. Dlaczego? Bo poza najlepszą nawet kalkulacją finansową, opracowaną
dla planowanego przedsięwzięcia, potrzebne jest zaufanie do człowieka, z którym wchodzi się w partnerską współpracę.
A ponieważ współpraca polskich firm z partnerami zza wschodniej granicy nie odbiega od standardów światowych wypada przyjąć, że w
tych dwustronnych kontaktach wzajemne zaufanie do partnera, ale także do rynku, na który firma wkracza, a więc pośrednio również
do gospodarki kraju partnera, ma swoją wagę i znaczenie w podejmowaniu decyzji. Firmy o utrwalonej już pozycji na zagranicznym
rynku mogą się już kierować w swej działalności głównie wynikiem finansowym.
Inaczej ma się rzecz z firmami debiutującymi na obcym rynku, o wąskiej specjalności, wkraczającymi na nieprzetarte jeszcze szlaki.
Przykładem może być polska firma dysponująca w Polsce wielkimi powierzchniami reklamowymi, która taką samą działalność prowadzi na
rynku ukraińskim czy agencja reklamowa, realizująca swój projekt reklamowy w Kazachstanie. Takie firmy przekraczając granicę ufają
faktom, a nie słowom, bo obiektywne wyniki właśnie faktom, a nie słowom przyznają rację.
Nowych obszarów dla działalności biznesowej, a więc i nowych możliwości, przybywa niemal z każdym dniem. Oto przykład: blisko,
bo na Bursztynowym Zachodzie Rosji, jak nazywany bywa w Moskwie obwód Kaliningradzki, ma powstać nowoczesna baza turystyczna,
której główną atrakcją będą kasyna. O projekcie mówili niedawno w Warszawie przedstawiciele władz tego obwodu. Reprezentanci
polskiego biznesu wysłuchali tej zapowiedzi z rezerwą, zakładając, że jest to projekt na dalsze lata. A fakty są inne, bo
Kaliningrad został wyznaczony na jedno z centrum gier hazardowych przyjętą już w Rosji ustawą, zakładającą, że do połowy 2009 r.
kasyna znikną z dużych miast i przeniosą działalność m.in. nad Bałtyk. Zarobić na nowo powstających kasynach nie jest łatwo,
, że w okolice Kaliningradu będą się przenosić wielkie kasyna z Moskwy czy Sankt Petersburga. Jeśliby się nie udało zarobić na
inwestycjach, szansą pozostaje samo kasyno. Tam też, jak w biznesie, chodzi o pieniądze, z tym, że jeszcze ważniejsza niż w kontaktach
gospodarczych może się okazać dobra atmosfera, bo prawdopodobnie ewentualna strata w dobrych warunkach bywa mniej bolesna.
Izabella Wajszczuk
|