Strona Główna| Program| Władze| Oddziały| BT Kalinka| Centrum Promocji| Komisje| Partnerzy| Aktualności| Galeria| Sprawy Wschodnie

Dwugłos o handlu
Przede wszystkim biznes


Mimo iż nasze stosunki polityczne z Rosją dalekie są od normalnych, to - na szczęście dla gospodarki i tysięcy polskich przedsiębiorców - nie przekłada się to jeszcze na wyniki wzajemnej wymiany towarowej i inwestycje. W minionym roku co prawda znacznie zmalała dynamika polskiego eksportu do Rosji (119 proc. - w latach poprzednich było to140 proc. w 2005 i 190 proc. w 2004), ale pierwszy kwartał bieżącego to ponowny wzrost o 47 proc., przy łącznej wartości eksportu prawie 1400 mln USD. Sytuuje to naszego wschodniego sąsiada na szóstym miejscu wśród wszystkich partnerów handlowych Polski, dając nadzieję na kolejny dobry rok we wzajemnych obrotach.
Sprawa poziomu naszego eksportu do Rosji i na inne rynki wschodnie jest tym bardziej istotna, że niewielki jest nasz wpływ na poziom cen, jakie płacimy za importowane z tamtego kierunku towary. Dominujące w obrotach surowce energetyczne mają ceny kształtowane ruchem cen na giełdach światowych, a te niestety, są dla nas raczej niekorzystne (np. cena na ropę wzrosła od 1999 r. 6-krotnie). Efektem tych zmian jest wysokie ujemne saldo w naszym handlu z Rosją, które osiągnęło w ubiegłym roku wartość 7500 mln USD (rok wcześniej 5000 mln USD). Nawet bardzo dobre wyniki w handlu z Ukrainą (nadwyżka 2600 mln USD ) oraz – już tradycyjnie - z krajami nadbałtyckimi (2000 mln USD), nie są wstanie zniwelować deficytu w obrotach towarowych z Rosją.
Warto byłoby dokonać szczegółowej analizy struktury naszego eksportu do Rosji, aby wskazać potencjalnym eksporterom pozycje, które przynoszą Polsce największe dochody. Trudno jednak dokonać takiej analizy i to aż z dwóch powodów. Po pierwsze, informacje o poziomie polskiego eksportu prezentowane przez nasze Ministerstwo Gospodarki oraz rosyjskie służby celne różnią się o 1500 mln USD (według statystyki strony polskiej 4700 mln USD, zaś według źródeł rosyjskich 3200 mln USD). Tak duża różnica jest trudna do wytłumaczenia i podważa zasadność jakichkolwiek wniosków. Po drugie, od wielu lat polskie towary docierają na rynek rosyjski rozmaitymi drogami. Bo trudno przecież uwierzyć, że towary z polską metką o milionowej wartości faktycznie kończą swoją drogę na aktywnych gospodarczo, ale małych rynkach Litwy, Łotwy i Estonii. Znajomi z Moskwy często opowiadają mi o udanym reeksporcie nawet objętym zakazem wyrobów.
Nie wchodząc jednak w szczegóły i pozostawiając zainteresowanym możliwość zapoznania się z danymi strony rosyjskiej (znaleźć je można w Biuletynie Nr 3 Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Moskwie www.polweh.ru ) należy z satysfakcją stwierdzić, że mamy z roku na rok coraz bardziej bogatą i nowoczesną ofertę. Dominują w niej towary z grup maszyny oraz urządzenia, co jest tym bardziej korzystne, że szybko modernizująca się Rosja poszukuje stałych dostawców właśnie wysokojakościowych wyrobów. Przez lata ważną rolę w naszym eksporcie na Wschód odgrywała żywność, co jest zrozumiałe, gdyż na produkcji dobrej i zdrowej żywności znamy się jak mało kto w Europie. Od czasu listopadowych (2005) decyzji władz rosyjskich, nakładających embargo na eksport polskich produktów zwierzęcych i roślinnych, mamy bardzo ograniczony dostęp do tego rynku. Wielu specjalistów uważa, że jest to działanie szkodliwe dla obu stron. Niewątpliwie naganne postępowanie kilku polskich firm fałszujących dokumenty, brak właściwej reakcji ze strony polskich władz, ostre działania władz Rosji, a następnie upolitycznienie sporu doprowadziło do sytuacji, w której o dalszych losach naszego powrotu na chłonny rynek rosyjski decydują politycy z Unii Europejskiej. To nie są korzystne rozwiązania dla naszego kraju.
W międzyczasie zanegowaliśmy zasadność strategicznej inwestycji rosyjsko-niemieckiej w sprawie przesyłu gazu po dnie Bałtyku (zapominając, że wcześniej ważni dziś politycy buntowali się i podburzali innych w sprawie celowości budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego). Zamiast wspólnych inwestycji w przetwórstwo ropy zaproponowaliśmy Kazachstanowi udział w budowie nowego kanału przesyłowego o wyraźnie antyrosyjskim charakterze i zdziwiło nas, że prezydent Nursułtan Nazarbajew nie wyraził zainteresowania takim projektem. W końcu, wbrew opinii większości społeczeństwa, rozpoczęliśmy niebezpieczną grę w sprawie budowy na terenie Polski aktywnych elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Nasza dyplomacja nie posiada umiejętności dogadywania się z Rosją w tych trudnych tematach, co odróżnia nas od specjalistów z Czech, Węgier, Słowacji, a ostatnio także Austrii. W efekcie zbierają się nad nami przysłowiowe „czarne chmury”. Możemy bowiem stracić w niedalekiej przyszłości wpływy z tranzytu surowców energetycznych przez nasz kraj, pogarszając tym samym naszą pozycję w negocjacjach o dalszych dostawach ropy i gazu. Projekt uczynienia ze Sławkowa finalnego „suchego portu” dla przesyłu towarów z Azji do Europy może stać się nieopłacalną inwestycją w świetle ustaleń podjętych w trakcie wizyty prezydenta Putina w Austrii.
Rosja rozwija się jak nigdy dotychczas, korzystając ze świetnej koniunktury zdobywa środki (146 mld USD nadwyżki w obrotach handlu zagranicznego w ubiegłym roku) niezbędne do jej szybkiej modernizacji i unowocześniania. Ma własne strategiczne cele i własne programy ich osiągnięcia. Jest atrakcyjnym miejscem dla inwestorów z całego świata. Wielu z nich, jak każdy z nas, ma swoje zdanie o tym, co im się w Rosji podoba lub nie. Ale wszyscy oni pamiętają, że najważniejsza jest gospodarka i długookresowy biznes. Wszyscy – poza naszymi specjalistami.
Zbigniew Bereza

Dwugłos o handlu
Słowa sobie, a fakty sobie


Prawdziwe życie ma potwierdzenie w faktach, a przekonania, opinie i nastroje – z reguły w słowach. Fakty wskazują zatem, że gospodarcze kontakty ze wschodnimi sąsiadami toczą się bez uprzedzeń i nieufności, mało licząc się ze słowami przebiegającymi przez granice, ponad głowami przedsiębiorców, inwestorów i konsumentów. O skali tej pracowitej i twórczej codzienności gospodarczej dowiadujemy się w dużej mierze i za pośrednictwem instytucji, które powołane są wyłącznie do zajmowania się faktami, a polityka jest dla nich terenem wręcz zakazanym. Prawda o kontaktach, porozumieniach, współpracy i wspólnych przedsięwzięciach ludzi z dwóch stron jakiejkolwiek granicy państwowej byłaby bez nich – delikatnie mówiąc – niepełna. Ale takie instytucje i urzędy są, działają, liczą, a potem wyniki swojej pracy w postaci zestawu liczb podają do publicznej wiadomości. A publiczność patrzy, czyta i jest zaskoczona, zresztą w dobrym towarzystwie, bo swojego zaskoczenia nie kryją też często fachowcy od czytania takich suchych danych, tzn. ekonomiści.
Chodzi oczywiście o dane o handlu zagranicznym systematycznie przedstawiane przez GUS i NBP, przy czym rzadko zaskoczeniem bywa skala polskiej wymiany towarowej na przykład w ramach Unii Europejskiej, ale często rozmiar takiej samej wymiany z sąsiadami zza wschodniej granicy, i to ze wszystkimi. Najświeższe takie informacje statystyczne obejmowały wyniki po trzech pierwszych miesiącach obecnego roku. Zaskoczenie było duże, ponieważ okazało się, że gdy tegoroczną wartość polskiego eksportu porównano z eksportem sprzed roku wzrost z dwoma wschodnimi sąsiadami – Ukrainą i Rosją – był imponujący, bo w granicach 40 proc. O ponad połowę mniejszy, a więc i tak bardzo przyzwoity, jeśli wziąć pod uwagę przeciętne opinie o stosunkach polsko-białoruskich, wzrósł eksport na Białoruś.
Stosunkowo łatwe do wytłumaczenia są szybko wzrastające obroty handlowe z Ukrainą; bezpośrednim kontaktom sprzyjają rządy obu państw zgodnie deklarujące, że im więcej takiej współpracy, tym lepiej. Przedsiębiorcy mówią o tym wprawdzie mało, ale robią dużo, co poświadczają twarde dane statystyczne.
O takim wsparciu niejednym dobrym słowem czy gestem, jakie otrzymują wszelkie inicjatywy gospodarcze polsko-ukraińskie, podejmujący współpracę przedsiębiorcy z Polski i Rosji mogą tylko pomarzyć. Wydawać by się mogło, że po słowach, które padły w związku z embargiem na polskie mięso, wszelkie dwustronne kontakty biznesowe zostaną schłodzone do poziomu przekraczającego odporność biznesu na ryzyko. Chłód na górze nie zmroził kontaktów między ludźmi biznesu.
Najprostsze wyjaśnienie dla takich zjawisk można wywodzić oczywiście z powszechnych na świecie opinii o biznesie, który w imię interesu swojej firmy jest w stanie przekroczyć każdą granicę. Jest jednak taka jedna granica, którą przekracza bardzo rzadko – granica ryzyka. Przed wykonaniem niewłaściwego kroku w taką stronę chronią firmę dobrze przygotowane zasady zarządzania i strategii rozwoju, ale - nie bez powodu - sami przedsiębiorcy wysoko cenią sobie bezpośrednie, osobiste kontakty z partnerem w interesach. Dlaczego? Bo poza najlepszą nawet kalkulacją finansową, opracowaną dla planowanego przedsięwzięcia, potrzebne jest zaufanie do człowieka, z którym wchodzi się w partnerską współpracę.
A ponieważ współpraca polskich firm z partnerami zza wschodniej granicy nie odbiega od standardów światowych wypada przyjąć, że w tych dwustronnych kontaktach wzajemne zaufanie do partnera, ale także do rynku, na który firma wkracza, a więc pośrednio również do gospodarki kraju partnera, ma swoją wagę i znaczenie w podejmowaniu decyzji. Firmy o utrwalonej już pozycji na zagranicznym rynku mogą się już kierować w swej działalności głównie wynikiem finansowym.
Inaczej ma się rzecz z firmami debiutującymi na obcym rynku, o wąskiej specjalności, wkraczającymi na nieprzetarte jeszcze szlaki. Przykładem może być polska firma dysponująca w Polsce wielkimi powierzchniami reklamowymi, która taką samą działalność prowadzi na rynku ukraińskim czy agencja reklamowa, realizująca swój projekt reklamowy w Kazachstanie. Takie firmy przekraczając granicę ufają faktom, a nie słowom, bo obiektywne wyniki właśnie faktom, a nie słowom przyznają rację.
Nowych obszarów dla działalności biznesowej, a więc i nowych możliwości, przybywa niemal z każdym dniem. Oto przykład: blisko, bo na Bursztynowym Zachodzie Rosji, jak nazywany bywa w Moskwie obwód Kaliningradzki, ma powstać nowoczesna baza turystyczna, której główną atrakcją będą kasyna. O projekcie mówili niedawno w Warszawie przedstawiciele władz tego obwodu. Reprezentanci polskiego biznesu wysłuchali tej zapowiedzi z rezerwą, zakładając, że jest to projekt na dalsze lata. A fakty są inne, bo Kaliningrad został wyznaczony na jedno z centrum gier hazardowych przyjętą już w Rosji ustawą, zakładającą, że do połowy 2009 r. kasyna znikną z dużych miast i przeniosą działalność m.in. nad Bałtyk. Zarobić na nowo powstających kasynach nie jest łatwo, , że w okolice Kaliningradu będą się przenosić wielkie kasyna z Moskwy czy Sankt Petersburga. Jeśliby się nie udało zarobić na inwestycjach, szansą pozostaje samo kasyno. Tam też, jak w biznesie, chodzi o pieniądze, z tym, że jeszcze ważniejsza niż w kontaktach gospodarczych może się okazać dobra atmosfera, bo prawdopodobnie ewentualna strata w dobrych warunkach bywa mniej bolesna.
Izabella Wajszczuk