|
Rozmowa z Natalią Suchowiejewą, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej |
|
- Gdy przegląda się informacje dotyczące wyników współpracy gospodarczej polsko-ukraińskiej, a wśród nich na przykład taką o wzroście polskiego eksportu o 40 procent, nasuwa się tylko jeden wniosek – kontakty rozwijają się dobrze, a może nawet bardzo dobrze. Ale to jest statystyka, czy potwierdza ją praktyka, z którą codzienny kontakt ma z pewnością Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza? |
|
- Mogę tylko potwierdzić takie opinie, a nie jestem w tym odosobniona, bo w podobny sposób kontakty gospodarcze między Polską i Ukrainą oceniają prezydenci i premierzy obu krajów, przedsiębiorcy, a także niezależni eksperci ekonomiczni. Jest więc dobrze, co nie znaczy – tak, jak w życiu każdego z nas – że nie może być lepiej, że nie ma spraw trudnych, spornych, wymagających negocjacji i wprowadzania różnych zmian u partnerów po obu stronach granicy. Chociaż może to zabrzmieć trochę paradoksalnie, ale w miarę rozszerzania się współpracy gospodarczej pojawiają się i będą się pojawiać nowe problemy i trudności, które trzeba wspólnie rozwiązać i pokonać. Mamy na to sporo dowodów w codziennej działalności naszej Izby. Są więc branże, które przez lata współpracy można dziś uznać za tradycyjne, i te nie stwarzają już prawie żadnych trudności. Ale przedsiębiorcy mają nowe pomysły na współpracę, na ukraiński rynek chcą wejść ze swoim produktem na przykład firmy usługowe z wąską specjalnością marketingową czy reklamową i wraz ze stawianiem przez nie pierwszych kroków na nowym rynku ujawniają się jakieś nieznane dotąd bariery czy przeszkody. Takich odkryć jest jednak coraz mniej, bo coraz mniej jest branż, których nie obejmowałaby współpraca gospodarcza polsko-ukraińska. . |
|
- Jednak ta współpraca biegnie wprawdzie równolegle, ale jakby dwoma różnymi torami. Z Polski setki firm małych i średnich sprzedających na ukraińskim rynku swoje towary czy usługi, a w drugą stronę w zasadzie kilka zaledwie transakcji, ale o dużym ciężarze gatunkowym. Mam ma myśli zakup polskiej huty czy fabryki samochodów. |
|
- Jednak ta współpraca biegnie wprawdzie równolegle, ale jakby dwoma różnymi torami. Z Polski setki firm małych i średnich sprzedających na ukraińskim rynku swoje towary czy usługi, a w drugą stronę w zasadzie kilka zaledwie transakcji, ale o dużym ciężarze gatunkowym. Mam ma myśli zakup polskiej huty czy fabryki samochodów. |
|
- Z wymiany handlowej należałoby zatem przejść na inwestowanie na Ukrainie, bo jest to najskuteczniejsza forma działania na rynku konsumenckim. |
|
- I tak też się dzieje, chociaż takich inwestycji nie ma jeszcze zbyt wiele, a jednak w ogólnym wymiarze jest rzeczywiście bardzo dobrze. Polska gospodarka jest reprezentowana na Ukrainie niemal we wszystkich branżach, a mówię to bez obawy o przesadę. Od żywności, w tym ulubionych na Ukrainie polskich parówek, przez środki higieny i czystości, kosmetyki, odzież - do budownictwa, elektroniki, informatyki i sektora bankowego. Prawdziwy skok nastąpił w ostatnich 5 latach. To już nie te czasy z początku lat dziewięćdziesiątych, gdy jednym czy dwoma autokarami polscy przedsiębiorcy wyjeżdżali na Ukrainę, żeby zobaczyć czy można tam coś sprzedać lub kupić. Bardziej przypominało to wycieczki turystyczne niż początki znaczącej wymiany gospodarczej. A dzisiaj doszliśmy do unifikacji niektórych przepisów prawa handlowego! Przedsiębiorcy, którzy teraz przychodzą do nas, do Izby, doskonale wiedzą, że niemożliwe jest już znalezienie dla siebie miejsca czy chociażby niewielkiej niszy rynkowej dzięki wycieczce samochodowej. Przychodzą więc ze szczegółowo przygotowaną koncepcją, z biznesplanem, a od nas oczekują pomocy w opracowaniu równie szczegółowych badań marketingowych, które zawierałyby ocenę jak towar może być odbierany na rynku, jakie są perspektywy rozwoju planowanego przez nich przedsięwzięcia. W takich badaniach Izba udziela profesjonalnej pomocy. Takie przygotowanie się firmy jest teraz niezbędne, bo ukraiński rynek nie jest już gołym polem, na którym można wybierać wygodne dla siebie miejsce. Na tym rynku są już obecne praktycznie wszystkie znane firmy i marki światowe. Jest ogromna konkurencja i odczuwają to z pewnością polskie firmy, tradycyjnie obecne na Ukrainie. |
|
- Były takie branże, które miały nieomal monopol na cały segment ukraińskiego rynku. |
|
- Należała do nich branża odzieżowa. Proszę sobie wyobrazić, że jeszcze przed kilkoma laty na targach odzieżowych 90 procent eksponatów to były wyroby polskich firm. Można było odnieść wrażenie, że jest to narodowa wystawa możliwości polskiego przemysłu lekkiego. Dzisiaj już tak nie jest. Na Ukrainę wkroczyły firmy chińskie, tureckie, włoskie. Konkurencja jest ogromna, a w takich warunkach zwyciężają najlepsi. Jeśli trzeba, firma musi umieć wejść na rynek agresywnie. Tak zdobyła sobie miejsce polska firma odzieżowa Hexeline, zajmując dobre miejsce na tak zwanej górnej półce. |
|
- Czy podobnego miejsca nie zajmowała też branża spożywcza? |
|
- Polskie firmy produkujące żywność, jak i te branży przetwórczej miały znaczący udział w tym segmencie ukraińskiego rynku. Ale obecnie ten rynek stał się konserwatywny. Ukraina ma swoje zasoby i wielkie możliwości. Ten sektor był - jako jeden z pierwszych - prawie w całości, bo w dziewięćdziesięciu procentach, sprywatyzowany. Rynek podbijają rodzime marki. Izba próbowała pomóc mleczarniom, sprzedającym lubiane na Ukrainie sery twarde. Okazało się jednak, że cła chroniące własną produkcję, ustawione na poziomie 40 procent, były dla polskich eksporterów zbyt wysokie. Takie cła zachęcały do obejścia tej bariery. Pojawiły się więc na ukraińskim rynku polskie towary nielegalne, nie posiadające wszystkich wymaganych dokumentów. A efekt to problemy z eksportem tych produktów oraz wyrobów mięsnych na ten rynek. Ukraina chroni swój rynek, bo ma duże możliwości jego rozwoju. W tej sytuacji dobrze znaleźli się bardzo zainteresowani ukraińskim rynkiem Duńczycy, Szwedzi czy Holendrzy. Nie forsują eksportu, lecz stawiają na inwestycje. Budują zakłady mięsne czy przetwórstwa spożywczego, podpisują długofalowe umowy z ministerstwami. Uważam, że jeśli polskie przedsiębiorstwa nie zaczną inwestować w te branże w najbliższych pięciu latach, to potem będzie już za późno. |
|
- Polskim firmom brakuje pieniędzy, odwagi czy długofalowych strategii? |
|
- Dobrym przykładem, że polscy przedsiębiorcy posiadają i pieniądze i odwagę i strategię jest należąca do rodziny państwa Dudów giełdowa spółka Zakłady Mięsne Duda. Firma ta kupiła duży zakład mięsny na Ukrainie i zamierza stworzyć cały cykl - od hodowli, paszy i przetwórstwa do sprzedaży. I to jest prawidłowa dla firm tej branży droga wejścia z sukcesem na ukraiński rynek. |
|
- Można wymienić jeszcze jakieś inne polskie firmy, które zainwestowały na Ukrainie? |
|
- Wartość polskich inwestycji na Ukrainie w 2006 r. osiągnęła 330,5 milionów dolarów, gdy rok wcześniej było to 195 milionów dolarów. Dobrą pozycję zajmują polskie banki, a na Ukrainie jest już ich kilka: PEKAO S.A., PKO BP, Kredyt Bank, Getin Bank, a także PZU. Od podstaw zbudowały na Ukrainie swój zakład Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych, dobrze znane na polskim rynku z marki Bella. Podobnie postąpiła firma Inter-Groclin, wytwarzająca fotele i siedzenia do samochodów. Własne supermarkety budują na Ukrainie obecne w Polsce sieci handlowe. Pierwsza pojawiła się tam Billa, są też obecne Mackro Cash & Curry, Carrefour, inwestują takie sieci, jak OBI i Praktiker. |
|
- Zainteresowanie polskich firm rynkiem ukraińskim systematycznie rośnie, mimo że wejście na rynek jest coraz trudniejsze. Dlaczego jest to tak atrakcyjny kierunek, chociaż, poza rosnącą konkurencją, trzeba także pokonać wiele barier administracyjno-biurokratycznych, nieobecnych w handlu na przykład na obszarze Unii Europejskiej? |
|
- Rynek ukraiński to 48 milionów potencjalnych konsumentów, rynek jeszcze nienasycony, rozwijający się. Jest o co walczyć. Ale dla wielu, a szczególnie dużych firm polskich, europejskich czy światowych Ukraina jest także dobrym miejscem, można powiedzieć bazą, do zajęcia dobrego miejsca na jeszcze większym rynku na wschód od Ukrainy. Inwestorzy zagraniczni wysoko oceniają wykształcenie kadry technicznej. Nie bez znaczenia są też bogactwa naturalne Ukrainy i ich dostępność. |
|
- Obydwa kraje stoją przed wielkim wyzwaniem – Euro 2012. W pierwszych dniach po ogłoszeniu tej informacji w Polsce słyszało się głosy, że aby zdążyć trzeba będzie sięgnąć po pomoc z Ukrainy. Chodziło głównie o pracowników. Teraz już wiadomo, że jesteśmy w podobnej sytuacji i na taką pomoc nie ma co liczyć. A na co mogą liczyć przedsiębiorcy? |
|
- Zainteresowanie polskich przedsiębiorców tym, w jaki sposób ich firmy mogłyby skorzystać z faktu, że część mistrzostw będzie się odbywała na Ukrainie jest ogromne. Dopytywali się także o szanse na zatrudnienie pracowników z Ukrainy. Oceniamy, że te szanse są minimalne, bo Ukraina ma taki sam problem jak Polska. Według ostatnich ukraińskich obliczeń, obejmujących okres od lat dziewięćdziesiątych do maja 2007 roku, około 5 milionów obywateli wyjechało do pracy zagranicą. Na Ukrainie, podobnie jak w Polsce, też liczy się na to, że część z tych osób, mając w perspektywie lepszą płacę, wróci do kraju, a jeśli nie, trzeba będzie poszukiwać chętnych do pracy w innych krajach. Według naszych ocen, spora grupa polskich firm wprawdzie nie znajdzie na Ukrainie pracowników, ale znajdzie partnerów tworzących tam infrastrukturę towarzyszącą mistrzostwom, na przykład budujących hotele czy inne obiekty składające się na bazę turystyczną. W samym Kijowie ma powstać 70 hoteli. Łazienki i pokoje muszą być urządzone. A w takich branżach nie brakuje polskich firm, które mają i duże możliwości produkcyjne i dobrą renomę. Oceniamy, że zostanie zawartych sporo dobrych kontraktów. Nasza Izba będzie się koncentrowała na wskazywaniu przedsiębiorcom takich właśnie możliwości. A oto jedna z nich już aktualna: Lwów, jedno z ukraińskich miast, w którym odbywać się będzie Euro 2012, ma od lat wielkie problemy z wodą. Władze miasta chcą zbudować praktycznie od nowa cały system wodno-kanalizacyjny dla miasta. Firmy, które zajmują się poszukiwaniem źródeł, doprowadzaniem i uzdatnianiem wody i jej odprowadzaniem mogą już składać swoje oferty do administracji miasta Lwowa. Służymy pomocą i informacjami. |
|
Rozmawiała: Izabella Wajszczuk |