Strona Główna| Program| Władze| Oddziały| BT Kalinka| Centrum Promocji| Komisje| Partnerzy| Aktualności| Galeria| Sprawy Wschodnie

Krok po kroku

Z Borisem Gamurari, ambasadorem Republiki Mołdowy w Polsce, rozmawia Czesław Rychlewski

- Dziś mało kto wie, że nasze kraje były przed wiekami bardzo ściśle ze sobą związane.

- Według źródeł historycznych, diaspora polska była obecna w średniowiecznej Mołdowie już w XIV stuleciu. Dzisiejsza Republika Mołdowy jest częścią tamtego historycznego kraju, a inna część, razem z Wołoszczyzną, stworzyła w 1859 roku państwo rumuńskie. Są znane nazwiska bojarskich rodów polskiego pochodzenia, których przedstawiciele byli członkami Rady Bojarów Państwa Mołdowy w XV-XVII stuleciach: na przykład Buczacki, Barnowski i inne (Miron Barnowski-Movila był nawet Hospodarem Państwa Mołdowy w latach trzydziestych XVII stulecia). W 1387 roku hospodar Mołdowy, Petru Musat, złożył przysięgę polskiemu królowi, Władysławowi Jagielle. Według podpisanej umowy, obydwa państwa zapewniały ochronę kupiectwu m.in. na „Szlaku Mołdawskim”, który powiązał Centralną Europę z Morzem Czarnym i światem wschodnim. Na rynkach polskich sprzedawano więcej bydła, koni, wina, skóry. Polscy kupcy natomiast sprzedawali Mołdowie broń palną, tekstylia, biżuterię, luksusowe towary. W tych czasach Mołdowa była trzecim partnerem Polski w handlu zagranicznym. Do dzisiaj można w mojej wsi usłyszeć takie nazwiska, jak Kopaczyńscy, Baczyńscy, Remeszowscy i inne.

- Mołdowa odzyskała niepodległość w 1991 roku. Jak do tego doszło?

- W okolicznościach dramatycznych. Sytuacja była bardzo skomplikowana. Zaczęło się od pierestrojki i głasności Gorbaczowa. Wszystko burzyło się i kipiało. Obecnie mamy całkiem nowy układ sił. Prezydent, Władimir Woronin, jest wybrany przez parlament. Ma uprawnienia podobne jak prezydent w Polsce.

- Jak się kształtują obecnie stosunki polsko-mołdawskie?

- Polska otworzyła swoją ambasadę w Mołdowie od razu w roku 1992. Wasi ambasadorzy - Wiktor Ross, Piotr Marciniak i teraźniejszy, Krzysztof Suprowicz wiele zrobili dla zbliżenia naszych krajów. Dobre stosunki z Polską są dla nas istotnym impulsem i liczącym się wsparciem. Do tego dochodzą świetne kontakty między naszymi obywatelami. Ja mam np. wielu znajomych w waszym kraju. Moi rodacy również. Niektóre znajomości nawiązano jeszcze w czasach, gdy istniał obóz krajów socjalistycznych. Polska młodzież przyjeżdżała do nas w czasie wakacji zbierać pomidory, owoce, winogrona. Przy okazji dodam, że pomidorów o takim zapachu i smaku jak w Mołdowie nie ma nigdzie. Po pracy zasiadało się do biesiady. Przed wyjazdem ludzie wymieniali adresy, a część tych znajomości trwa do dzisiaj. W czasie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego były wzajemne wizyty na szczeblu najwyższych władz. Po jednej z nich zostały nam, podarowane przez prezydenta, trzy żubry, które są atrakcją turystyczną. Obecnie mamy regularne kontakty na szczeblu ministerstw spraw zagranicznych. Na 19 marca br. zaplanowana była u nas wizyta premiera Jarosława Kaczyńskiego, ale nie mogła dojść do skutku ze względu na wypełnione kalendarze obydwu szefów rządów. Ale - jak to mówią w Polsce - co się odwlecze, to nie uciecze. Czekamy też na zapowiadaną wizytę w Mołdowie marszałka Senatu Bogdana Borusewicza, a w Polsce - przewodniczącego Parlamentu, Mariana Lupu.

- A jakie są wymierne wyniki tej współpracy?

- Jedna trzecia naszego importu pochodzi z Polski. Powstało też 41 wspólnych polsko-mołdawskich firm. To duży postęp, ale chcielibyśmy, żeby tego typu inicjatyw było dużo więcej. Nasza gospodarka działa na zasadach wolnego rynku. Przeprowadziliśmy, z trudem bo z trudem i nie bez skandali (tak samo zresztą jak w Polsce), prywatyzację. Obroty handlowe z waszym krajem, choć są jeszcze niewielkie, wzrosły od czasu odzyskania niepodległości dziesięciokrotnie. Naszych handlowców interesują głównie odzież, obuwie, żywność i artykuły gospodarstwa domowego. Polska sprowadza przede wszystkim surowce metalurgiczne, wyroby chemiczne, owoce, warzywa i wina, które powoli zdobywają wasz rynek. Zajmujemy na nim dziewiąte miejsce z 34 państw świata, eksportujących wina do Polski. W wyniku restrykcji, jakie nałożyła na nas Rosja, eksporterzy wina stracili ok. 150 mln dolarów. Mamy, jak widać, podobne problemy w handlu z Rosją jak Polska. Trzeba więc szukać nowych rynków. Myślimy też o dywersyfikacji zaopatrzenia w nośniki energii. Mamy ogromne możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł, głównie biomasy. Zainteresowało się tym kilka firm zagranicznych, m.in. z Japonii i USA. Mamy nadzieję, że przyciągniemy do tego biznesu także polskie firmy. Co ciekawe, Polacy chcą u nas również uprawiać winorośl, produkować wina i przywozić do Polski. U nas się mówi, że najlepsze wino jest nie w sklepie, tylko w piwniczce, bo kupuje się je bez pośrednika. Mamy wiele niezagospodarowanych użytków rolnych. Wam łatwiej było przejść w rolnictwie do gospodarki rynkowej, bo mieliście sektor prywatny. U nas, gdy padły kołchozy i sowchozy, zrobiono wiele małych nadziałów, ale rolnicy do roboty się nie garną. Brakuje maszyn odpowiednich dla małych gospodarstw, a paliwo jest bardzo drogie. To się powoli zmienia. Korzystamy zresztą z polskich wzorów. Sam byłem w firmie produkującej jagody mrożone i na farmie mlecznej, żeby podpatrzyć, jak to robicie. Pomaga nam także Japonia, która dostarcza technikę niezbędną w gospodarstwach chłopskich.

- Mołdowa mogłaby być zagłębiem turystycznym. To piękny kraj.

- Potrzebna jest jednak promocja, pieniądze na reklamę. Dobrze się sprzedaje turystycznie festiwal wina, podczas którego można prześledzić wszystkie fazy produkcji tego trunku i spróbować, co z tego wyszło. Jeden z takich ośrodków dysponuje nowoczesną bazą - jest hotel, restauracja, dwa jeziora i mołdawska kuchnia. Ale to wszystko za mało. Musimy wybudować infrastrukturę, a zwłaszcza drogi. To kolejny problem, podobny do tego, który macie w Polsce. A jest w Mołdowie co oglądać. Choćby historyczne twierdze, stare dębowe lasy, świątynie i monastery. Warto odwiedzić Chocim, znany każdemu Polakowi, niedaleko którego pochowany został hetman Stanisław Żółkiewski. Rozmawiałem z polskimi przyjaciółmi, którzy zwiedzili Mołdowę w drodze na Kaukaz. Bardzo im się podobała. Nasze agencje turystyczne aktywnie pracują. Staramy się to wszystko promować, ale łatwo nie idzie. Otrzymujemy 1 mld euro od Unii, które przeznaczymy głównie na infrastrukturę.

- Skoro już mówimy o Unii Europejskiej, to powiedzmy i o tym, że Mołdowa chciałaby się do naszej wspólnoty przyłączyć.

- To prawda. Niektórzy krytykują nas mówiąc, że idziemy na zachód, a patrzymy na wschód. A my chcemy mieć dobre stosunki z wszystkimi krajami w naszym regionie i krok po kroku realizować swoje cele. Wcześniej było w tej sprawie wiele wątpliwości i wahań. U nas jest tak, jak u was, gdy zbiorą się dwie osoby, to mają trzy poglądy. Jeden z naszych sąsiadów – Rumunia - już jest w Unii. Jeżeli dołączy do niej Ukraina, będziemy otoczeni przez kraje unijne. To ułatwi realizację naszych planów. Dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni, że Polska opowiada się za dalszym rozszerzaniem wspólnoty. Dzisiaj staramy się wypełniać nasz plan sąsiedztwa z Unią Europejską, który jest poważnym egzaminem dla władzy i społeczeństwa. Ale jesteśmy przekonani, że osiągniemy ten cel.

- Dziękuję za rozmowę.