|
Tyleż, co dla rosyjskiego Kościoła prawosławnego, dzieło braci z Salonik – Cyryla i Metodego znaczyło dla narodzin i rozwoju całego rosyjskiego piśmiennictwa; stworzony przez Cyryla słowiański alfabet i dokonane przezeń słowiańskie przekłady ksiąg liturgicznych po przyjęciu przez Ruś chrześcijaństwa rychło owocowały tam – jak trafnie pisze Benedykt Zientara – „niespotykanym u sąsiadów zachodniosłowiańskich rozpowszechnieniem się umiejętności pisania wśród społeczeństwa świeckiego”, a niebawem także powstaniem wybitnej twórczości oryginalnej, jak choćby „Powieść minionych lat” czy „Słowo o wyprawie Igora”. Kult Cyryla i Metodego, jako ludzi Kościoła i krzewicieli kultury, po stuleciach zapomnienia odrodził się w Rosji w latach sześćdziesiątych XIX wieku, gdy obchodzono tam tysiąclecie państwowości i gdy zarazem upływało tysiąc lat od chwili stworzenia głagolicy; po raz drugi ich publiczny kult reanimowano już u progu pierestrojki, kiedy to – w 1985 roku – święto dwóch braci, 24 maja, ogłoszono w ZSRR świętem kultury i piśmiennictwa słowiańskiego. Federacja Rosyjska ten obyczaj przejęła i rozwinęła: w 1992 roku w centrum Moskwy, tuż koło byłej siedziby KC KPZR, stanął okazały pomnik Cyryla i Metodego, zaś centrum majowych uroczystości, organizowanych teraz wspólnie przez państwo i Cerkiew, a wyrażających też nowy rodzaj sojuszu tronu i ołtarza, corocznie przemieszcza się do innego rosyjskiego miasta. W roku bieżącym zaszczytu owego dostąpiła Kołomna – też zresztą z tej okazji zdobywając się na postawienie monumentu patronów święta. |
|
Bo Kołomna odwoływać się do tradycji ma pełne prawo – choć dziś miasto zaledwie powiatowe, o liczbie ludności nie przekraczającej 150 tysięcy (cóż to w Rosji znaczy!), przecież przeszłość ma zaiste imponującą. Pierwsza o Kołomnie wzmianka pojawiła się już wkrótce po takowej o Moskwie – jeśli w tym roku stolica Rosji obchodzi swoje 860-lecie, Kołomnie stuka 830 lat. Kiedy po upadku Rusi Kijowskiej Moskwa w początkach XIV wieku stawała się ośrodkiem odrodzenia ruskiej państwowości, pierwszym przyłączonym do rosnącego w siłę księstwa moskiewskiego grodem została właśnie odległa o sto kilometrów Kołomna. W 1380 roku przed zwycięską bitwą na Kulikowym Polu, która rozpoczęła proces wyzwalania się Rusi spod jarzma Tatarów, Dymitr Doński gromadził swe wojska właśnie pod Kołomną (i w związku z tym również ma w niej od kilku tygodni własny pomnik). A półtora wieku później, w latach 1525-1531, Wasyl III pobudował w Kołomnie nowy, nader okazały kreml, rozmiarami niemal dorównujący nieco wcześniej wzniesionemu moskiewskiemu (obejmował obszar 24 ha, gdy ten stołeczny 28 ha). Choć zachowany w znacznie mniejszym aniżeli moskiewski stopniu, i dziś czyni niemałe wrażenie; nieprzypadkowo właśnie w Kołomnie sześć lat temu zebrało się pierwsze zgromadzenie przedstawicieli dwunastu rosyjskich miast szczycących się posiadaniem podobnych twierdz, wśród nich, poza Moskwą, Smoleńska i Uglicza, Wołogdy i Riazania, Tuły i Pskowa. |
|
I to właśnie tamtejszy kreml najpierwszy rzuca się w oczy, gdy dojeżdża się do Kołomny szosą z Moskwy, od północnego zachodu; wśród zaś jego zabudowań najpierwsza w całej okazałości wyłania się wtedy przed nami ponad 30-metrowa baszta, zwana basztą Maryny. Bo wedle legendy w tej baszcie była więziona i zmarła nasza Maryna Mniszchówna, jedna z – raczej niesławnych – bohaterek „wielkiej smuty”, wojewodzianka sandomierska koronowana jako małżonka Dymitra Samozwańca I na carową Rosji, potem żona Dymitra Samozwańca II, potem kochanka walczącego najpierw u boku obu Samozwańców, a następnie w szeregach pospolitego ruszenia przeciw Polakom kozackiego atamana Iwana Zarudzkiego. Choć – jak utrzymuje większość badaczy – w rzeczy samej Maryna dokonała żywota poza Kołomną, w mieście jednak, i to najpewniej w jego kremlu, przez pewien czas mieszkała, w 1611 roku otrzymawszy je z inicjatywy Zarudzkiego jako swego rodzaju nadział. Zarudzki chciał wtedy doprowadzić do uznania Maryny za władczynię Rosji, a zrodzonego w związku z Samozwańcem II jej maleńkiego synka – za carewicza; gdy plany te spełzły na niczym, uwiózł Marynę i dziecko z Kołomny na południe. |
|
Nosząca imię Maryny baszta kołomieńskiego kremla pozostaje jednym ze świadectw narodowej pamięci o tak tragicznym przecież dla Rosji okresie „smuty” i towarzyszącej jej polskiej interwencji; takich świadectw jest całkiem niemało. Kiedy przed trzema laty Duma Państwowa Federacji Rosyjskiej ustanawiała nowe święto państwowe – obchodzony 4 listopada Dzień Jedności Narodowej, upamiętniający „wyzwolenie Moskwy spod panowania polskich interwentów w 1612 roku”, niektórzy nasi domorośli historycy – wśród nich np. Jan Rokita – zarzucali rosyjskim władzom, że dla doraźnych celów politycznych wskrzeszają w zbiorowej świadomości Rosjan wydarzenia sprzed wieków, od dawna owiane mgłą zapomnienia; nic nad taki zarzut bardziej błędnego. W samym sercu stolicy Rosji na przykład – na placu Czerwonym – przypomina o nich wciąż zarówno najstarszy pomnik miasta, wyobrażający przywódców pospolitego ruszenia, Minina i Pożarskiego, jak i zrekonstruowany niedawno od podstaw sobór Matki Boskiej Kazańskiej, zbudowany w 1636 roku dla pomieszczenia ikony, która wojskom Pożarskiego w ich wyzwolicielskich zmaganiach patronowała. To tym wydarzeniom poświęcona jest pierwsza wielka narodowa opera rosyjska – „Życie za cara” („Iwan Susanin”) Michaiła Glinki z 1836 r., to o tej epoce opowiada wcześniejsza od opery Glinki o kilka lat pierwsza rosyjska powieść historyczna – „Jurij Miłosławski, czyli Rosjanie w 1612 roku” Michaiła Zagoskina, zresztą Polaków przedstawiająca w świetle wcale nie negatywnym, na polski też wkrótce po opublikowaniu przełożona |
|
Ale zasługę stworzenia rosyjskiej powieści historycznej Zagoskin (któremu „Jurija Miłosławskiego” gratulowali między innymi Prosper Mérimée i Walter Scott) dzieli z pisarzem, który urodził się i wychował właśnie w Kołomnie – z Iwanem Łażecznikowem; i to właśnie Łażecznikowa darzono w Rosji mianem „rosyjskiego Waltera Scotta”. Syn zamożnego kołomieńskiego kupca, poznał też cokolwiek Polskę – jako oficer bijącej się z Napoleonem rosyjskiej armii, potem jako członek świty cara Aleksandra I podczas inauguracji działalności sejmu Królestwa Polskiego (w Warszawie poznał wtedy między innymi nader sprzyjającego Polakom poetę Piotra Wiaziemskiego, później przyjaciela i tłumacza na rosyjski Mickiewicza). Ale o Polsce i Polakach Łażecznikow wiele nie pisał – wydane w latach trzydziestych XIX wieku (a więc wtedy, gdy u nas debiutował Kraszewski) trzy jego powieści, które przyniosły mu sławę: „Ostatni Nowik”, „Pałac z lodu” i „Basurman”, dotyczą kolejno walk o Inflanty za Piotra I, panowania Anny Iwanowny, epoki Iwana III; w każdej z nich Kołomna jest w ten czy inny sposób obecna. Pisał też nasz autor dramaty: jeden z nich, „Oprycznik”, skądinąd długo kwestionowany przez cenzurę, posłużył jako kanwa libretta opery Piotra Czajkowskiego pod tym samym tytułem. Dom, w którym Łażecznikow spędził dzieciństwo i wczesną młodość, ma po stosownych zabiegach konserwatorskich stać się poświęconym mu muzeum |
|
Kiedy z nadrzecznego kołomieńskiego kremla (płynąca ze stolicy rzeka Moskwa przyjmuje tu rzeczkę Kołomienkę, by niebawem sama wpaść do szerokiej Oki) wyjdziemy przez okazałą Bramę Piatnicką na teren cichego dziś niegdysiejszego posadu, czyli podgrodzia, po przespacerowaniu stu metrów staniemy przed główną w swoim czasie tego podgrodzia świątynią – okraszoną u szczytu sześcioma aż rzędami kokoszników uroczą XVII-wieczną cerkwią Nikoły. Tuż koło świątyni, prawie do niej przytulony, ukaże się naszym oczom niewielki drewniany domek sprzed stu czy więcej lat, jakich zresztą w Kołomnie zachowało się sporo – a na ścianie owego domku dostrzeżemy, nieco może tym zestawieniem obiektów i nazwisk zaskoczeni, tabliczkę z takim oto napisem: „Tu w latach dwudziestych XX wieku mieszkał i tworzył pisarz Borys Pilniak”. Bo to Pilniak właśnie, z pewnością jeden z najciekawszych pisarzy rosyjskich ubiegłego stulecia, jest drugim obok Łażecznikowa kreatorem literackiej sławy Kołomny – miasta, do którego przybył w wieku lat niespełna dwudziestu, a które opuścił dla Moskwy osiągnąwszy trzydziestkę, w którym napisał swą pierwszą ważną i głośną powieść „Nagi rok”, które wreszcie uczynił – pod różnymi nazwami – nieomal głównym bohaterem swej twórczości; w powieści „Wołga wpada do Morza Kaspijskiego” starcie nowego ze starym, postępu z tradycją kończy się triumfalnym zatopieniem baszty Maryny… |
|
A parędziesiąt kilometrów na południowy wschód od Kołomny, w połowie drogi między nią a Riazaniem, w położonym na wysokim brzegu Oki Konstantinowie przyszedł na świat młodszy od Pilniaka o rok bez ośmiu dni Sergiusz Jesienin; dziś ma tam poświęcone sobie prawdziwe sanktuarium, z domem rodziców, z cerkwią, w której został ochrzczony, ze zrekonstruowaną wiejską szkołą, którą kończył, z dworkiem miejscowej ziemianki, którą często odwiedzał. Ale to już temat na osobną opowieść; teraz dorzućmy tylko to, że i tu odzywa się echem Polska. Na dalekim bowiem przeciwległym brzegu wijącej się meandrami Oki raz po raz wykwitają pióropusze białawego dymu – tak daje o sobie znać poligon szkoły artylerzystów z Kołomny, mieszczący się w Sielcach, tych samych, gdzie przed sześćdziesięcioma z górą laty formowała się nasza I Dywizja Piechoty im. Kościuszki i gdzie narodziła się jedna z najpiękniejszych polskich pieśni, ta, która powiada: „Płynie, płynie Oka, jak Wisła szeroka”… |
|
|