Strona Główna| Program| Władze| Oddziały| BT Kalinka| Centrum Promocji| Komisje| Partnerzy| Aktualności| Galeria| Sprawy Wschodnie

Villa Mołdowa zaprasza na spotkanie z Mołdawią

Jest takie jedyne miejsce w Warszawie, gdzie przy smakowitej strawie i przednim winie można spotkać się z namiastką Mołdawii; na pogawędkę z przyjaciółmi, znajomymi, krewnymi. To winiarnia spółki MoVin „Villa Mołdowa” przy ulicy Ostrobramskiej na Gocławiu, tuż przy pasażu handlowym „Promenada”. Prezes firmy Tomasz Vogtman wspomina jak to się zaczęło: Moje zainteresowania Mołdawią datują się od roku 1996. Na dobrą sprawę byłem jednym z pierwszych, który rozpoczął handel z tym krajem i jednym z największych eksporterów artykułów spożywczych oraz materiałów i akcesoriów budowlanych na chłonny mołdawski rynek. Z kolei moi mołdawscy partnerzy nie skrywali, że są zainteresowani, żebym na zasadzie wzajemności coś kupował u nich. Zastanawiałem się więc nad wyborem towaru, który mógłbym bez kłopotu i straty finansowej zbywać na polskim rynku. Ostatecznie wybór padł na wino, bo stwierdziłem, że jakością nie ustępuje na przykład winom francuskim, a jest o wiele tańsze. A że w Polsce wyrobów alkoholowych publicznie reklamować nie można, przeto zorganizowaliśmy winiarnię, jako skuteczny sposób na promocję mołdawskich win.

Dziś już firma MoVin ma sporą konkurencję w imporcie win z Mołdawii. Ale satysfakcja pozostała, że była pierwsza, że przetarła drogi innym. Teraz ponad 20 firm sprowadza wina mołdawskie do Polski. Wystarczy powiedzieć, że ubiegłym roku wszystkie te firmy sprowadziły z Mołdawii wino wartości 3 mld zł. I co ważne, nikt nie narzeka na zbyt. Bo wina mołdawskie są i dobre, i stosunkowo tanie.

W tej sytuacji szefowie polskich firm obecnych na mołdawskim rynku doszli do słusznego wniosku, że skoro koniunktura dobra, pora przejść na wyższy etap organizacyjny. I skrzyknęli się, żeby zorganizować Polsko-Mołdawską Izbę Gospodarczą. Stosowne dokumenty założycielskie przechodzą etap rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym, a Tomasz Vogtman zasłużenie został obrany prezesem Zarządu Izby. Pośród 30 jej założycieli jest również Stowarzyszenie Polska-Mołdawia, któremu przewodniczy Janusz Witak.

Prezes Tomasz Vogtman powiada: Nie chcemy zamykać się tylko w gronie założycieli i dlatego zapraszamy wszystkie zainteresowane podmioty gospodarcze do współpracy. Razem będzie nam łatwiej. A zamiary mamy ambitne, bo nie tylko handel oraz wojowanie z biurokracją i skomplikowanymi procedurami celnymi, chcemy także między innymi zapraszać do Polski na przykład zespoły artystyczne i artystów – muzyków, wokalistów, aktorów, literatów. Słowem, ciekawych ludzi, którzy przybliżyliby Polakom mołdawską kulturę. W tej kwestii liczymy także na Stowarzyszenie Współpracy Polska-Wschód; w „Domu Przyjaźni” w Warszawie mogłoby udostępniać sale na spotkania z mołdawskimi artystami.

Po tych ogólnych rozważaniach pora przejść do winiarni. Pierwsze wrażenie fantastyczne. Wystrój sal, zaadaptowanych po niegdysiejszych szatniach łaziebnych, jako żywo przypomina tego typu lokale w Kiszyniowie czy innych miastach i miasteczkach Mołdawii. Reszty dopełniają mołdawskie melodie, potrawy na mołdawski sposób przyrządzane (przede wszystkim pikantne, aromatyczne) i przednie wina. Żeby nie być gołosłownym, zamawiam coś małego na ząb, jako że byłem po obiedzie domowym. Może „Kukoszel” albo „Żulien”, albo „Mamałyga” – proponuje sympatyczna kelnerka. Biorę „Kukoszel” - bardzo smacznie przyrządzona wątróbka drobiowa, duszona w sosie pomidorowo-śmietanowym.

Studiowanie stylowo wykonanej karty dań i win (a przyznaję, przedni to rarytas dla zbieraczy) upewnia mnie, że tu rzeczywiście można tanio i smacznie zjeść oraz napić się równie taniego i równie smacznego wina (sklep prowadzony przez winiarnię oferuje wina po cenach detalicznych). Czego tu nie ma: i „Merlot” i cała rodzina win „Chateau” oraz „Sauvignon”, i „Isabella”, i „Kagor” itd. Tylko wybierać.

Pytam panią Ewę, moją informatorkę o kuchni winiarni, kto przychodzi do lokalu. O tej porze jeszcze mało klientów - mówi - wieczorem zaś w salach (160 miejsc) i w ogródku (20 miejsc) tłoczno. Przychodzą przede wszystkim warszawianie, ale także cudzoziemcy ze Wschodu: Białorusini, Ukraińcy, Mołdawianie. Tu również odbywają się imprezy, jak na przykład przyjęcia z okazji świąt narodowych Mołdawii i innych państw ze Wschodu. O, widzi Pan, dzisiaj, choć to zwykły, roboczy dzień, wiele stolików jest zarezerwowanych na wieczorne przyjęcia rodzinne i towarzyskie. Każdy, kto choć raz był u nas konsumentem, chętnie tu wraca. A my staramy się tak go obsłużyć, żeby rzeczywiście chciał wracać

Coś mi się zdaje, że i ja nie raz i nie dwa zajrzę tu na lampkę dobrego wina i tradycyjną cebulówkę winem zakrapianą, z grzanką serową podawaną.


Michał Mieczkowski