|
Małe nie jest piękne na wielkim rynku |
|
|
|
- Kontakty gospodarcze z Rosją, jakby wbrew nastrojom politycznym, rozwijają się z roku na rok lepiej. Dynamika obrotów handlowych między Polską a Rosją należy do najszybszych spośród polskich partnerów gospodarczych. W środowiskach biznesowych, ale także od ekonomistów usłyszeć więc można same dobre opinie o eksporcie, a także o perspektywach. Czy Pan, specjalizujący się w zagranicznej i międzynarodowej polityce ekonomicznej, podziela te opinie? |
|
- Nie, zdecydowanie nie podzielam takich opinii ani o obecnej sytuacji ani o dobrych perspektywach dla polsko-rosyjskich
kontaktów gospodarczych. Zmienię zdanie, jeśli wcześniej dojdzie do zmiany polityki wobec Rosji.
|
|
- To znaczy, że takiej polityki nie na w ogóle czy że jest zła? |
|
- Nie jest możliwe ułożenie dobrych stosunków gospodarczych między dwoma państwami, jeśli państwa te nie prowadzą sprzyjającej
rozwojowi tych stosunków polityki zagranicznej. Dowodów dostarczają nie tylko firmy robiące dobre interesy z Rosją z państw,
w których zagraniczna polityka rządów jest ważną formą wspierania własnej gospodarki, ale także historia,
a jako przykład wystarczy przywołać historię stosunków gospodarczych polsko-rosyjskich.
|
|
- Wracamy do Wokulskiego czy może reymontowskiej Ziemi obiecanej? |
|
- Do Łodzi. Przejrzyjmy szybko 170 lat historii. To właśnie w Łodzi i okolicach prawie dwa wieki temu, a był to obszar
Królestwa Polskiego podporządkowanego carskiej Rosji, powstawały fabryki włókiennicze i tekstylne, wyspecjalizowane w eksporcie
do Rosji. Tylko do Rosji, ponieważ Rosja stwarzała bardzo korzystne warunki dla takiego handlu z tego miejsca, z tego terytorium.
Budowali więc tam fabryki polscy przedsiębiorcy, ale oczywiście także Niemcy i Żydzi, bo stamtąd było dużo łatwiej i na
lepszych warunkach wyeksportować do Rosji niż z innej części Europy. Gdy nastała Polska niepodległa, po I wojnie światowej,
całe łódzkie centrum przemysłowe zwiędło, całkowicie zamarł eksport. Polityka tego czasu do minimum ograniczyła stosunki
gospodarcze, wymiana handlowa spadła niemal do zera, bo poniżej 1 procenta
|
|
- Ale potem przyszedł okres PRL-u i doszło do głębokiego wychylenia w drugą stronę… |
|
- Podobnie jak po I wojnie, również po II zadziałał czynnik polityczny, tym razem promujący, i w rezultacie jedna
trzecia naszego handlu zagranicznego kierowana była do Rosji (do ZSRR). Byliśmy traktowani jak dominium, co oczywiście
sprzyjało eksportowi, ale również importowi, a podobnie jak obecnie, liczył się przede wszystkim import ropy i gazu.
I wreszcie przyszedł okres transformacji. W pierwszych latach polityka gospodarcza miała charakter, powiedzmy, neutralny,
ale od jakiegoś czasu czynnik polityczny znowu działa negatywnie na stosunki gospodarcze z Rosją. Nie chodzi nawet o to,
żeby atmosfera polityczna sprzyjała promowaniu kontaktów handlowych, ale żeby nie utrudniała takich kontaktów, aby nie
była dla nich barierą, którą przedsiębiorcy sami muszą pokonywać. Jest przecież oczywiste, że jeśli nawet warunki polityczne
uznamy za neutralne to i tak nawiązanie bezpośrednich kontaktów gospodarczych między firmami nie idzie jak po maśle.
Trzeba się nieźle napracować, żeby móc powiedzieć o handlowym sukcesie. Nie ulega natomiast wątpliwości, że negatywna
atmosfera w stosunkach politycznych jednoznacznie źle wpływa na stosunki gospodarcze. A taka jest sytuacja w
polsko-rosyjskich stosunkach gospodarczych w ostatnich kilkunastu latach, a zwłaszcza w ciągu ostatnich lat.
|
|
- Panie Profesorze, jaką więc ocenę wystawiłby Pan obecnym kontaktom gospodarczym polsko-rosyjskim? |
|
- Kontakty gospodarcze Polski z Rosją mogłyby być znacznie szersze i rozwijać się znacznie dynamiczniej,
gdyby czynniki polityczne były neutralne bądź sprzyjające tym kontaktom. Obecnie atmosfera polityczna z pewnością ogranicza
możliwości. W czym to się przejawia? Można podać dziesiątki przykładów. Oto jeden z nich: w tym roku miałem spotkanie z
przedsiębiorcami w BCC. Zaprosiłem tam także polskiego radcę handlowego z Moskwy. Bardzo krótko ocenił stan stosunków
handlowych polsko-rosyjskich stwierdzając, że polski eksport zdecydowanie rośnie wolno, w porównaniu z innymi krajami
znakomicie wykorzystującymi dobrą koniunkturę gospodarczą Rosji; gospodarka tego kraju rozwija się bowiem w tempie szybszym
niż nasza. A dobre wykorzystanie tej koniunktury oznaczać powinno podwojenie eksportu, a nie wzrost o 30 procent.
Oczywiście zależy, z jakim okresem porównamy taki rezultat. Jeśli spojrzy się na kiepski okres, na przykład na rok 1999,
to obecna dynamika eksportu prezentuje się nieźle, ale gdy porównamy się z inny krajami wówczas trzeba przyznać, że jesteśmy w tyle
|
|
- Sądzę, że firmy z innych krajów, w tym nawet takich, których rządy stosują zaledwie neutralną politykę gospodarczą wobec Rosji są w stanie na tym rynku wygrać z polskimi firmami własną siłą ekonomiczną, konkurencyjnością, marką. |
|
- Z dużymi firmami światowymi polscy przedsiębiorcy nie mają szans na konkurowanie. Mogliby jednak wygrywać kontrakty
mniejszej skali, realizowane na przykład bezpośrednio przez władze obwodów czy regionów. Powiedzmy, że gdzieś w głębi
Rosji gubernator ogłasza przetarg na budowę jakiegoś dużego centrum usługowego czy może chce zainwestować w duże
przedsięwzięcie komunalne. Jeśli on zasugeruje, że przetarg ma wygrać firma rosyjska, to oczywiście taka firma wygra.
Jeśli będzie chciał, żeby to była firma niemiecka, to wygra niemiecka. Chodzi o to, że w takiej aurze politycznej,
jaka panuje obecnie na linii Polska – Rosja, polska firma startująca w przetargu, nawet gdyby proponowała bardzo
interesujące warunki, nie zostanie wybrana. I w tym się właśnie zawiera polityka. Ale to jeszcze nie jest cała prawda o
możliwościach i pozycji polskiego przedsiębiorcy na rosyjskim rynku. Rzecz także w tym, że Rosja to olbrzymie terytorium.
A co mają temu wielkiemu rynkowi do zaoferowania polskie firmy?
|
|
- Prawdopodobnie niezbyt dużo, jeśli weźmie się pod uwagę, że większość udziału w eksporcie mają polskie firmy małej i średniej wielkości. Ale można też postawić pytanie czy warto o ten wielki lecz i trudny rynek walczyć, jeśli czasem łatwiej znaleźć handlowego partnera w Unii Europejskiej? |
|
- Najpierw odpowiedzmy sobie jednak na pytanie co polskie firmy, pamiętając, że są to rzeczywiście firmy małe i średnie,
mogą zaoferować temu rynkowi. Otóż mogą zaopatrywać na przykład jeden czy dwa supermarkety. Ale gdy na ten sam rynek rosyjski
wchodzi wielka korporacja niemiecka, amerykańska, chińska czy brytyjska jest w stanie zawrzeć transakcję stukrotnie większą.
Innymi słowy, jeśli już polska, w proporcji do tych wielkich, mała firma znajdzie się na tym rynku, jest w gruncie rzeczy
niezauważalna, co nie ułatwia jej dalszej ekspansji. Pamiętamy przytaczany przed kilkoma laty w mediach przykład transakcji
polskiej firmy, której udało się wyeksportować do Rosji dwa pociągi jabłek Okazało się, że te dwa pociągi trafiły do
jakiegoś prowincjonalnego miasta i te jabłka zostały tam nie tylko szybko sprzedane, ale i zjedzone. Żeby na rynku
zaistnieć należałoby natychmiast wysłać do tego miasta kolejne dwa pociągi, a tuż za nimi dwieście następnych pociągów do
wielu innych miast w całej Rosji. Na takie działanie nie stać jednak firmy małej czy nawet średniej, tak opanowują rynek
wielkie firmy. W Polsce, przy rozproszeniu kapitału, takich firm po prostu nie ma. Stać na to natomiast wielkie korporacje
transnarodowe, do których należy 60 procent właściwego im sektora handlu światowego. Takie korporacje są w stanie dostarczyć
każdą ilość towarów, jaką jest zainteresowany cały rosyjski rynek. Jeśli na przykład 200 tysięcy sztuk nie wystarczy,
są gotowe natychmiast zaoferować milion. W konkurencji z takimi dostawcami my, nasze firmy, nie mamy oczywiście żadnych szans.
Małe na rynku rosyjskim nie jest piękne. Należy do historii.
|
|
- Mała czy średnia polska firma może być jednak skuteczna, a jest na to sporo przykładów na rynkach sąsiadów wschodnich, jeśli znajdzie jakąś rynkową niszę. |
|
- Oczywiście są takie firmy, ale nie wygrają one żadnej konfrontacji z dużymi korporacjami, bo nie wytrzymają już na
starcie konkurencji cenowej. Atutem dużej firmy są korzyści skali czy korzyści długich serii, pozwalające na oferowanie niższej ceny.
Małych firm na to nie stać, bo ich podstawowym źródłem obniżania kosztów są koszty pracy, krótko mówiąc wynagrodzenia płacone
pracownikom, a jest to narzędzie, z którego można korzystać w sposób ograniczony. Słyszymy teraz bardzo często pytanie:
jak to jest, że w Polsce proponuje się pracownikowi kilkaset złotych miesięcznie, a w Anglii czy Irlandii zarabia on kilka tysięcy.
Ano właśnie tak, że wielka firma znajduje możliwości obniżenia cen swoich produktów sposobami, o których wspominałem,
gdy mała firma może próbować obniżyć cenę swojego wyrobu głównie oszczędzając na płacach. Stąd moja konkluzja jest
taka: sytuacja i pozycja polskich firm na rynku rosyjskim mogłaby się zmienić, wzmocnić, gdyby firmy uzyskały chociaż
zainteresowanie, a najlepiej wsparcie państwa na przykład w postaci ubezpieczeń dużych przedsięwzięć gospodarczych.
Polską gospodarkę powinno też stać na to, aby chociaż kilka, 5 może 10 firm wkraczających na te rynki, mogło konkurować z
innymi działającymi tam dużymi korporacjami zagranicznymi.
|
|
- W jaki sposób w warunkach gospodarki wolnorynkowej państwo miałoby pomagać firmom, poza - na przykład - systemem ubezpieczeń transakcji eksportowych, co może nie doskonale, ale jednak działa? |
|
- Sposobów jest wiele, od wspierania produkcji począwszy. Odwołałbym się do przykładu japońskiego, ponieważ w Japonii
byłem kilkanaście razy i dobrze znam zasady działania tamtejszej gospodarki. Byłem w największych, znanych na całym świecie
japońskich firmach. Przyglądałem się jak one działają. Są to oczywiście firmy prywatne, ale w większości z nich pewien
procent kapitału należy do państwa. Weźmy przykład Sony. Początek produktu finalnego firmy zaczyna się w hucie,
dobrze jest więc mieć własną hutę będącą pod kuratelą państwa. Reszta to dziesiątki tysięcy małych przedsiębiorstw
współpracujących z Sony i konkurujących między sobą, z których co roku pada ich czwarta cześć ustępując miejsca nowym
bardziej konkurencyjnym. U nas firmy małe i średnie nie mają się o kogo „zaczepiać”. Próbują to robić, często z sukcesem,
podejmując kooperację za granicą z firmami niemieckimi czy francuskimi, co nie jest łatwe, bo na miejscu są przecież firmy lokalne,
które też chcą się utrzymywać się ze współpracy z dużą korporacją
|
|
- W swych pracach naukowych rozgranicza Pan politykę zagraniczną od zagranicznej polityki gospodarczej. Jak tę zasadę można odnieść do relacji Polski z rynkami wschodnimi? Czy polscy przedsiębiorcy całkiem dobrze radzący sobie bez wsparcia w polityce gospodarczej w kraju oczekują sprzyjającej zagranicznej polityki ekonomicznej czy może wolą jednak polegać na własnych umiejętnościach i doświadczeniu, także na rynku rosyjskim? |
|
- Gdyby okazało się, że państwo chciałoby wesprzeć polskie firmy na rynku rosyjskim, ich sytuacja już na starcie
mogłaby być znacznie lepsza. Ale państwo ustawiło się bokiem i nie chce o tym słyszeć, a co więcej, wbrew interesom gospodarczym,
prowadzi niesprzyjającą politykę zagraniczną. Mój punkt widzenia, jeśli chodzi o eksport do Rosji, jest taki: eksport powinien
rosnąć i to znacznie szybciej niż obecnie po to, aby zmniejszać różnice w bilansie obrotów handlowych polsko-rosyjskich.
Przy eksporcie znacznie mniejszym niż nasz import z Rosji różnicę musimy pokrywać pieniędzmi ciężko zarobionymi w eksporcie
na trudne rynki europejskie. A ograniczenie tego importu, to znaczy zmniejszenie zakupów ropy i gazu, można między bajki włożyć,
ponieważ nie ma to uzasadnienia ekonomicznego. Rosyjskie surowce są o około 30, a nawet, gdy chodzi o gaz norweski,
o 40 procent tańsze, jeśliby więc przejść na surowce droższe, trzeba byłoby podnieść znacznie krajowe ceny gazu i paliw.
Ciekaw jestem, kto odważy się podjąć taką decyzję. Przyjmując zatem, że import z Rosji będzie się jednak utrzymywał na
podobnym poziomie właściwa polityka gospodarcza powinna wspierać eksport do Rosji. Tamtejszy rynek jest ciągle jeszcze
łatwiejszy dla eksportera czy inwestora niż rynek europejski, ale już dawno minęły czasy, gdy polski towar wyrywano tam
sobie z rąk. Wniosek stąd taki, że rosyjski rynek trzeba zdobywać od nowa, niemal od podstaw, a na to nie stać nawet średniej firmy,
biorąc pod uwagę choćby koszty marketingu.
|
|
- Nasuwa się mało optymistyczny wniosek, że niedoceniane lub źle wyceniane są nie tylko szanse i możliwości polskie na rosyjskim rynku, ale także korzyści mierzone w pieniądzach. |
|
- Stan obecny, według mojej oceny, nie jest tak różowy, jak często bywa przedstawiany i oceniany, że pomimo niesprzyjającej
polityki zagranicznej nasz eksport rośnie szybko, więc nie martwmy się, bo przedsiębiorcy sobie radzą. To nie jest tak,
sprawa jest bardziej skomplikowana, bo z faktu, że sprzedajemy więcej niż parę lat temu jeszcze niewiele wynika.
Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie jak inni to robią, a inni są od nas lepsi. Znikamy z segmentów rynku, które tradycyjnie
były polskie. Po kolei zastępują nas inni, a my oddajemy pole. Na przykład Niemcy budują wspólnie z Rosją rurociąg bałtycki
widząc w tym długookresowe korzyści. U nas nie próbuje się tego przedsięwzięcia ocenić w kategoriach długofalowej strategii
ekonomicznej orientując się na Bliski Wschód. A pytania są proste: czy Bliski Wschód jest miejscem stabilniejszym niż Rosja?
Ile kosztuje transport morski tych surowców? Na jak długo starczą zasoby w niektórych eksploatowanych obecnie złożach.?
Odpowiedzi na wszystkie te pytania przemawiałaby za Rosją. Za zapewnieniem sobie, dostaw gazu na lata z ogromnych złóż rosyjskich.
Normalizacja stosunków polsko-rosyjskich mogłoby przynieść polskiej gospodarce znaczące korzyści. Na początek wzorem
innych krajów w tym z Unii Europejskiej wystarczyłoby nie eksponować wszelkich ekstremalnych głosów antyrosyjskich w polityce.
|
|
- Może jednak historię i związane z nią emocje trudniej ucywilizować niż na przykład gospodarkę? |
|
- Mój ojciec wrócił z frontu niemieckiego w polskim mundurze, a tam gdzie mieszkaliśmy wkroczyli już Rosjanie.
Ojciec od razu został osądzony i zesłany na 15 lat do Workuty. Matkę zamordowali banderowcy. Czy to znaczy, że mam
przez całe życie nie rozmawiać z żadnym Rosjaninem, a Ukraińcowi nie podawać nigdy ręki? Tak było, ale to już jest historia.
Dzisiaj, w XXI wieku, musi się znaleźć miejsce także na pragmatyzm.
|
|
- Jak ocenia Pan szanse na taki pragmatyzm? |
|
- Z polskiego punktu widzenia Polska i Rosja są krajami komplementarnymi, uzupełniającymi się, bo Rosja ma surowce,
których my nie posiadamy, a dla nas ich rynek będzie jeszcze przez lata nieograniczonym obszarem zbytu. Żeby polska
gospodarka mogła z tego skorzystać musi istnieć sprzyjająca polityka zagraniczna. Nie zgadzam się z opiniami, że w
dzisiejszym globalnym świecie wsparcie polityczne dla handlu zagranicznego nie jest konieczne. Wystarczy – po raz kolejny
do tego wracam – spojrzeć jak robią to inni. Przyjrzeć się jak finezyjna jest ta polityka. Z punktu widzenia Rosji polski
import plasuje nas na pozycjach trzeciorzędnych. Tylko my możemy zmienić tę sytuację, budując odpowiadającą współczesności
zagraniczną politykę ekonomiczną. Ekspansja na rynki wschodnie wyłącznie za pośrednictwem małych firm to w dzisiejszym
świecie anachronizm. Tam jest oczywiście dla nich miejsce, ale one rynku nie podbiją. Jeśli w Polsce nie dojdzie do koncentracji
kapitału, umożliwiającej konkurowanie na rosyjskim rynku, dobrym wyjściem będzie wchodzenie na ten rynek z wspólnie z Unią
Europejską. Nasze przedsiębiorstwa powinny rozwijać z dużymi firmami europejskimi kooperację i wspólnie wchodzić do Rosji.
W pojedynkę mamy małe szansę. Wchodząc na rosyjski rynek jako firma kooperująca z jakąś znaną, wielką firmą niemiecką czy
francuską nie zaistniejemy wprawdzie na tamtejszym rynku jako polski eksporter, ale zyski można będzie szybko pomnażać.
Unia jest więc dla nas szansą do znacznie szerszego wejścia na rosyjski rynek, z tym tylko, że bez napisu made in Poland.
Decyzja leży po naszej stronie. |