|
Wolę małe sukcesy, niż wielkie nicnierobienie |
|
|
|
- O polskiej polityce wschodniej do tej pory wypowiadali się w niniejszym cyklu działacze państwowi – ministrowie, parlamentarzyści. Pan, jako reprezentant organizacji społecznej, ma zapewne nieco odmienny punkt widzenia na te sprawy? |
|
- To zrozumiałe. Nas nie obciąża bagaż państwowych traktatów, politycznych dyrektyw i nierozliczonych rachunków z przedwczoraj.
Oczywiście, o historii i my musimy pamiętać. Katyń, gułag, wszechwładza NKWD – to ciąży na świadomości każdego Polaka.
Ale praktyczne doświadczenia z wieloletniej pracy mego Stowarzyszenia nakazują nam wprowadzić do bilansu także pamięć o
ludzkich przyjaźniach, tak często łączących Polaków z tymi zza Buga. Nie do nas szczęściem należy wyprowadzanie całościowego
salda z tych skomplikowanych rozliczeń. My uprawiamy „dyplomację społeczną”, żeby posłużyć się tu popularnym rosyjskim
określeniem - „narodnaja dyplomacja”. Ta dyplomacja małych kroków to codzienny kontakt z partnerem na różnym szczeblu,
w różnych formach i w różnych okolicznościach. Sprawdzianem jej skuteczności zdaje się być fakt, że mimo braku formalnych
umów zaistniała – i od lat się rozszerza – wymiana ludzi, idei, przemyśleń, ofert gospodarczych i inicjatyw kulturalnych.
Istnieje zwłaszcza wyraźne zapotrzebowanie na współpracę w sferze kultury. Zresztą nie tylko w ramach naszego Stowarzyszenia,
którego możliwości są – z różnych przyczyn – dość ograniczone, ale w skali całej Polski. Jest to przy tym Polska występująca
pod postacią federacji województw i miast, które dzięki sieci dwustronnych umów są w stanie realizować imponującą liczbowo i
jakościowo wymianę twórców, ansambli i dzieł. W niedawnej wypowiedzi dla polskiej edycji „The Wall Street Journal” mówił o
tym ambasador Federacji Rosyjskiej w RP, Władimir Grinin, akcentując, że „trzeba stymulować te strefy współpracy,
gdzie kształtują się warunki dla systematycznego i stabilnego rozwoju”. |
|
- A czy Stowarzyszenie Współpracy Polska – Wschód nie odczuwało nigdy pokusy, iżby wmieszać się w nurt tej wielkiej polityki?? |
|
- Odpowiem dykteryjką. Zresztą całkowicie prawdziwą. Podczas kampanii wyborczej do Sejmu w 2001 roku odwiedził stołeczny
aktyw Stowarzyszenia pan Marek Borowski. Nie wygłosił do uczestników spotkania żadnej prelekcji wstępnej, lecz od razu
zaproponował, by zacząć od prezentacji naszych poglądów. Po dwóch godzinach wartkiej i treściwej dyskusji zamknął ją
konkluzją: „No i w ten sposób powstał program polskiej polityki wschodniej!”. Jak pamiętamy, socjaldemokracja wygrała
ówczesne wybory, Borowski został Marszałkiem Sejmu. I już nigdy nie wrócił do tamtego spotkania. Ani poprzez kontakt
osobisty, ani poprzez pamięć o tamtych wnioskach. W wyborach 2005 Borowski posłem już nie został, do władzy doszli ludzie,
którzy Rosji po prostu nie znali. Za punkt wyjściowy do polityki wschodniej wystarczyły im stereotypy zapamiętane z dzieciństwa.
O narodzie w fufajkach, który rabował Polakom zegarki. Pretensje PiS-u do niegdysiejszej polityki stalinowskiego ZSRR wobec
Polski miały swoje umocowania w historii, ale przy tej okazji degradowano także obywateli Kraju Rad. To nie wyzwoliciele,
ale motłoch!
|
|
- Czy Pan aby jednak trochę nie upraszcza? |
|
- Może i upraszczam. Szczęściem ważniejsze miało się okazać to, że ta próba degradacji Rosjan jako ludzi nie całkiem się powiodła.
Choć w tamtym wojennym impecie nie tylko kradli zegarki, lecz prowokowali sytuacje stokroć gorsze, jak w każdej armii idącej w
walce do przodu. A potem, do 1955 roku, dołączyły się do tej złej listy okrutne wyczyny beriowskich struktur. Ale Polacy jako
naród nie żywią nienawiści wobec Rosjan. Paradoks historii miał natomiast sprawić, że dziś to Rosjanie nie lubią Polaków.
W naszej prasie mnożą się artykuły, które taki stan odnotowują. Tyle że nikt nie pisze, że to po prostu reakcja rosyjskiej
opinii publicznej na styl prezentacji Rosji w polskich mediach. |
|
- Właśnie! I tak się jakoś przyjęło, że mówiąc o polityce wschodniej myśli się wyłącznie o Rosji. A jest tam przecież także Białoruś, Gruzja, Kazachstan, Mołdowa, Ukraina... |
|
- Ukraiński dyplomata, Genadij Udawienko zwykł mawiać, że dla Polski Ukraina to nie Wschód, lecz Południe!
Mówiąc zaś serio, stosunki Rzeczypospolitej z każdym z państw WNP to odrębny kompleks. Niedopowiedzeń, zasadzek,
pytajników, a czasem rewelacji i sukcesów. Odrębny, bo też z reguły wiążący się z odmiennymi motywacjami.
Zarówno nas, Polaków, jak też społeczeństw tamtych krajów. Stosunki gospodarcze rozwijają się z reguły najbardziej
dynamicznie. Nawet w przypadku Białorusi żyją one własnym życiem, niezależnym od znanych utarczek z rządem Łukaszenki.
Jest pogłębiająca się współpraca z Gruzją, są ciekawe widoki na współpracę (nie tylko w zakresie energetyki) z innymi
krajami regionu kaspijskiego. |