Strona Główna| Program| Władze| Oddziały| BT Kalinka| Centrum Promocji| Komisje| Partnerzy| Aktualności| Galeria| Sprawy Wschodnie


Kinematografie Bałtów
Tradycje i ambicje

 

Rytm życia i ambicje kulturowe Łotwy fascynują, zwłaszcza w stolicy. Wspaniale odrestaurowane zabytki trzynastowiecznej Rygi pozostają w harmonii z nowoczesnością. Nic dziwnego zatem, iż rodzinne miasto Siergieja Eisensteina*, syna ruskiego architekta, już w czasach sowieckich było witryną zachodniej kultury, miejscem regionalnego film-festu o cyklu 2-rocznym. August Sukuts, wieloletni szef „Arsenału”, tak tłumaczy jego ideę: …nie tylko chodzi o promocję kina bałtyckiego. Także o otwarcie na świat, dostarczenie kinomanom Łotwy, Litwy, Estonii „amunicji” wszelkich kalibrów, gatunków i form. Skutek? Bałtowie są coraz liczniej obecni na przeglądach światowych: w Cannes, Karlovych Varach, także na naszym, Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym. Szczęśliwie, podczas ostatniego „Arsenału”, funkcja członka jury FIPRESCI udostępniła mi dzisiejsze kino Bałtów także „od środka”. Proporcjonalnie do geograficzno-demograficznych parametrów, Litwa, Łotwa, Estonia produkują rocznie 3-4 fabuły pełnometrażowe plus kilkanaście filmów krótkich, dokumentów, animacji itp. Ale jubileusz 20-lecia „Arsenału” przyniósł większe bogactwo programowe. W szerokiej Panoramie znalazło się młode kino, gdzie m.in. nasz „Chłopiec na galopującym koniu” Guzickiego ścigał się z węgierskim „Świeżym powietrzem” Kocsis. Dwóm konkursom – „bałtyckiemu” i „międzynarodowemu” – towarzyszyło 11 cykli retrospektywnych, autorskich, monograficznych, rocznicowych. Podczas jubileuszowego bankietu w Muzeum Narodowym wypatrywałem po salach portretu „Dziewczyny z małpką”, obejrzanego kiedyś w Królikarni w ramach Dni Rygi w Warszawie. Niestety. Obraz Jinisa Rosentalsa był teraz w konserwacji.

Niespodzianki, odkrycia, werdykty
Biegając między salami Domu Kongresów a secesyjnego kina „Ryga” trafiało się na interdyscyplinarne spektakle łączące ekranową współczesność z archiwaliami. Przykłady? Pokaz „Umierającego łabędzia” rosyjskiego klasyka Bauera (1917) udźwiękowił chór łotewskiej Opery Narodowej z towarzyszeniem tria instrumentalistów. Ceremonię otwarcia konkursu filmów bałtyckich inaugurowała archiwalna „Córka kupca Baszkirowa”, Łarina fotografowana w roku 1913 przez Łotysza Janisa Doredsa, który pół wieku później zasłynął jako główny reportażysta Paramount News, John Dored. Oceniające konkurs bałtycki jury Stephanie Little (szefowa liverpoolskiego festiwalu „Nothern Lights”) przyznało nagrody filmom trzech kategorii. Animowanemu „Instytutowi marzeń” Estończyka Mati Kutta, dokumentalnemu „Robaczkowi” Łotysza Andisa Mizisa oraz nagrodzonej też przez nasze jury FIPRESCI „Ez esi tu” Litwina Vildziunasa. Ale najwyższą premię i miano najlepszego filmu bałtyckiego zdobył średniometrażowy portret steranego życiem, podglądanego przez młodych rowerzystów, tytułowego „Teodora”. Autorka Laila Pakulnina jest dla bywalców WMFF emblematyczną postacią łotewskiego kina. Przed rokiem Laila pokazała nam w Warszawie krótkometrażówkę „Woda” oraz fabularnego „Zakładnika”, komediodramat o porywaczu dziecka zablokowanym na lotnisku podczas mega-festiwalu pieśni (specjalność Bałtów). W teatrze i sztukach plastycznych znany jest potencjał twórczy artystów litewskich. Dlatego wracam na chwilę do naszych braci – budrysów… Jest czas letnich urlopów. Samotny architekt opuszcza miasto dla russoidalnej idei. Na trzech świerkach puszczańskich buduje - alpinistyczna metodą - wiszące siedlisko. Pośród młodych letników weekendowej daczy, lecz głównie w swojej samotni, dokonuje życiowego bilansu pragnień i osiągnięć. Objawiony w canneńskiej sekcji Pewnego Spojrzenia, nagrodzony w Rydze, utwór Vildziunasa przypomina refleksyjnym tonem „Strukturę kryształu”. Były wokalista znanej na Litwie grupy rockowej wziął tytuł „Jesteś mną” od powitania… Majów: wszyscy jesteśmy jednością. I jeszcze… Giedre Beniorutie w dokumencie „Wulkanowka. Po wielkim filmie” daje upust swej fascynacji dziełem, które – miesiąc później – obejrzałem na film-feście Laudyna w Warszawie. Chodzi o europejską koprodukcję „Siedmiu niewidzialnych” Sharunasa Bartasa, artysty „renesansowego” (kompozytor, aktor, scenarzysta, którego debiutanckie „Trzy dni” nagrodzono wysoko na Berlinale ’91). A treść „niewidzialnych”? Uciekający od siebie, prawa i życia menele wędrują bezdrożami krymskich stepów donikąd. Reżyser-operator wydobywa z ich twarzy, surowych krajobrazów, niewysłowione emocje, dramatyzm i piękno. „Bartas jest mistrzem stłumionej zmysłowości. Bliżej mu do Rembrandta niż do Sokurowa…” napisał pewien krytyk.

„Drużyna” – albo między nami Bałtami
Pytanie: Czy zespoliwszy swe siły, po sąsiedzku, Litwa, Łotwa, Estonia ma szanse stworzenia bałtyckiej, wielkiej kinematografii terytorialnie małych krajów? Są na to pewne szanse. Kilkadziesiąt kilometrów od Rygi Łotysze zbudowali miasteczko filmowe Cinevilla Backlot, zwiedziliśmy je. Jest tu ponad 40 obiektów. Domy, tramwaje, kościół, 3 mosty rzeczne, sporo militariów z początku XX wieku. Bo na zbliżający się jubileusz powstaje tu „Ryska gwardia”, łotewska superprodukcja Aigarsa Grauba. Że Bałtowie potrafią nie tylko walczyć, chóralnie śpiewać ale i śmiać się z siebie samych, zaświadcza film, który wygrał na „Arsenale” konkurs m i ę d z y n a r o d o w y. To estońska komedia historyczna o „historycznym pechu małych narodów”. Akcja „Drużyny” (Malev) toczy się w XII wieku, podczas ekspansji Krzyżaków. Podbijając Wschód rycerze Maryi docierają do kraju dobrodusznych, prostych ludzi. To Estończycy. Orzą i śpiewają chóralnie przy pracy na roli. Bohaterem „Drużyny” jest nastolatek Uru (Ott Sepp), wychowanek europejskich klasztorów, starający się poderwać naród do walki o niepodległość. Bo wrogami Estończyków są Niemcy, Francuzi, Duńczycy, Litwini, a najgorsi z nich – to Łotysze! Obok fikcyjnego bohatera Uru nie brak tu historycznych przedstawicieli „politycznych elit”, tak estońskich, jak i różnoplemiennych zaborców. Czy uda im się przezwyciężyć wzajemną wrogość? Czy narody regionu doświadczą razem kulturowego przebudzenia, pokoju, dobrobytu…? Nie tylko w Estonii „Drużyna” stała się hitem sezonu. Nie przypadkiem prezydent „Arsenału”, mistrz ceremonii zamknięcia bałtyckiego kino-forum, August Sukuts, gratulując Kaarenowi Kaerowi zwycięstwa w konkursie międzynarodowym, uznał jego „Drużynę” za odkrycie. Adam Horoszczak
Twórca „Pancernika Potiomkina” ma tu swoje muzeum w Keipene