Strona Główna| Program| Władze| Oddziały| BT Kalinka| Centrum Promocji| Komisje| Partnerzy| Aktualności| Galeria| Sprawy Wschodnie


Książka
Paraliż polityki wschodniej

 

„Polska nie może sobie pozwolić na d a r c i e k o t ó w z obydwoma swoimi sąsiadami” – pisał Roman Dmowski w 1939 r., u schyłku swojego życia. Ta trafna, lapidarnie sformułowana opinia przetrwała próbę czasu. Dziś nikt rozsądny nie kwestionuje zasług tego polityka dla odzyskania niepodległości przez Polskę w 1918 r. Zalicza się go – obok Piłsudskiego i Witosa – do najwybitniejszych polskich mężów stanu pierwszych dziesięcioleci XX stulecia. W tej ocenie należy jednak pamiętać o głoszonych przez niego także poglądach nacjonalistycznych.
To przypomnienie wydaje się właściwe kiedy czyta się książkowe wydanie publicystyki tygodnika „Myśl Polska” opatrzone tytułem „Rosja, Polska i kwestia ukraińska”. Tytuł ten też nawiązuje do jednej z prac założyciela Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego i Obozu Wielkiej Polski.
Treść książki nie pozostawia wątpliwości co do jej krytycznego stosunku wobec obecnej polityki wschodniej. Diametralnie inaczej ją postrzega niż np. obóz paryskiej „Kultury” Giedroycia, lewica polska a także prawica w wydaniu Prawa i Sprawiedliwości. Jest to bowiem ideologia LPR-u i innych ugrupowań sięgających do endeckich tradycji upowszechnianych przez Instytut Historyczny im. R. Dmowskiego. Wartością jednak bezsporną omawianego zestawu publicystyki, dokonanego pod redakcją Jana Engelgarda, naczelnego redaktora „Myśli Polskiej” jest próba rzetelnej refleksji nad poczynaniami i myślami dawnego obozu Narodowej Demokracji i ich przydatności w dzisiejszych realiach, wszak tak odmiennych od tych, które były w okresie międzywojennym. Autorzy publikacji – m.in. Ryszard Makulski, Waldemar Rekść, Adam Wielomski, Lech Mażewski i Filip Adwent – nie polemizują bowiem z poglądem, że sytuacja dzisiejszej Polski, zwłaszcza jej akces do jednoczącej się Europy, wyznacza jej odmienność od czasów Dmowskiego. Zatem nie może on być właściwym patronem dla dominującego dziś procesu globalizacji. Znając jednak smutną przeszłość, nie można bez jej nauk wykreślać azymutów przyszłości.
A oto kilka myśli wartych zacytowania.
„Ułożenie na przyszłość naszego stosunku do Rosji jest najważniejszym zadaniem całej naszej polityki…” – czytamy we wstępie książki. Dalej zwraca się uwagę, że jest to zadanie, nie tylko ze względu na przeszłość, ale wobec jego wagi dla naszej przyszłości. Mimo bowiem upadku komunizmu w Rosji, nie potrafimy uporać się z widzeniem w naszym wschodnim sąsiedzie wroga nr 1. Kopanie Rosji jest w dobrym tonie.
Zdaniem autorów publikacji, największym błędem polskiej polityki jest podważanie porządku poczdamskiego, na którym opiera się obecny kształt terytorialny Polski. Podważanie zaś Poczdamu zaczyna się od podważania Jałty. Stosunki z Rosją już dawno należało ułożyć na klarownych zasadach. Dziś Rosja nabiera rozpędu, wychodzi na prostą. Zachód nie chce z nią żadnych konfrontacji. Mało tego. Rosja jest potrzebna Ameryce w jej globalnej polityce, UE zaś stawia na strategiczny sojusz z Moskwą. A my? – i tu następuje długa seria pytań i odpowiedzi. Czy mamy prowadzić głupią politykę? Normalne państwa historię zostawiają historykom. To prawda, Katyń był zbrodnią. Ale zbrodnia wojenną, a nie był – jak chce IPN – aktem ludobójstwa.
I wreszcie „druga wyprawa na Kijów, tym razem w obronie pomarańczowej rewolucji”. A może chodziło o udział polskiej polityki w przebudowie architektury geopolitycznej Wschodu? Książka przypomina program Zbigniewa Brzezińskiego sformułowany w „Wielkiej szachownicy”. I jednocześnie kontruje. Gdyby – załóżmy - Ukrainie udało się uwolnić od rosyjskich wpływów, to Kijów miałby orientować się bardziej na Warszawę? Niż na oś Berlin – Paryż, nie mówiąc już o Moskwie. Dodać do tego należy zaktywizowanie się ruchu nacjonalistycznego w zachodniej Ukrainie, co zbywa się milczeniem. „Polska w tym działaniu – napisał Wiktor Poliszczuk z Toronto, jeden ze współautorów książki – wystąpiła przeciwko Rosji. Już nie bolszewickiej, nie komunistycznej, ale mniej więcej tak samo d e m o k r a t y c z n e j, jak Polska i Ukraina. Czy są to – zastanawia się autor – nasze sprawy? Czy Polska ma mało swoich kłopotów?”.
Godzi się też przytoczyć niektóre tytuły rozdziałów tej pracy o jakżeż jednoznacznej wymowie: „Wirus romantyzmu”, „Czy ulegliśmy rusofobii” i „Głupia polityka…”.
Słabością publikacji wydaje się być pewna spiskowość w widzeniu naszych stosunków ze Wschodem. Ale z pewnością dominuje w niej rzetelna wykładnia polityki zagranicznej polskiego obozu narodowego, którą w tej recenzji staraliśmy się zreferować, a wyrażająca się w stwierdzeniu, iż „stosunki z Rosją powinny być lepsze, niż stosunki Rosji z Niemcami”. Przypomnijmy, że w dobie współczesnej, po 1989 r. za rządu Tadeusza Mazowieckiego sformułowano tezę, zgodnie z którą „Polska z Rosją i Niemcami musi mieć lepsze stosunki niż te państwa ze sobą”. A jak jest dziś? Odpowiedź na to pytanie wykracza poza ramy tej recenzji.
Ludwik Szukszta

„Rosja, Polska i kwestia ukraińska”. Prac. zb. Biblioteka Myśli Polskiej. Warszawa, 2005 str. 68